Blog - Edyta Pazura | MaybeBaby

Słodka beza.
(23.04.2018 )

Do niedawna beza kojarzyła mi się z nieprzyzwoicie słodkimi ciasteczkami. Tak słodkimi, że aż zęby bolały podczas ich jedzenia. I za takimi bezami nie przepadałam, bo ta słodycz raczej kojarzyła mi się z mdłym smakiem glukozy niż rozkosznym „niebem w gębie”.


Sytuacja uległa zmianie, gdy pewnego jesiennego ranka, gdy za oknem szaruga i plucha zagościła na dobre, dwie zaprzyjaźnione szkolne mamy odwiedziły mnie, aby omówić szkolne sprawy i razem z nimi odwiedził mnie tort bezowy. I wtedy dopiero poznałam wykwintny smak bezy. Puszysty krem otulony bezowym spodem i wierzchem rozpływał się w ustach, a ich słodką delikatność podkreślały soczyste maliny. 

I wiecie co wam powiem , że takie dwa rodzaje „słodkich bez” mamy w szkole na co dzień.


A mianowicie wyobraźcie sobie lub przypomnijcie z czasów szkolnych lat taką sytuację. Podczas lekcji języka polskiego uczniowie wspólnie z nauczycielem omawiają piękną lirykę. Na zakończenie  nauczyciel zadaje pracę  domową następującej treści: „Na przyszły poniedziałek proszę napisać list do kolegi, w którym zachęcicie go do przeczytania innych wierszy autora tejże pięknej liryki”. Każdy z was napisał,  najlepiej jak potrafił. Niektórzy na dwie strony A4, inni skromniej bo na pół strony. Niektórzy rozpisali się o wszystkich utworach epickich i lirycznych autora, inni zachęcali do przeczytania co najwyżej jeszcze jednego wiersza. Jakież bywało zdziwienie, gdy nauczyciel oddawał sprawdzone listy i okazywało się, że ci pierwsi nie widzieć czemu dostawali gorsze stopnie od tych drugich lub na odwrót. Ileż to razy zastanawialiśmy się dlaczego ja dostałam tróję, a kolega czwórkę lub piątkę. Przecież oboje pisaliśmy podobnie o tym samym.  I ta sytuacja to jest taka beza o smaku glukozy. Niby słodka, niby wszyscy wiedzą o co chodzi, ale jak przyjdzie co do czego to pozostaje tylko niesmak i gorycz niesprawiedliwości. 


A gdyby tak sytuację nieco zmienić i zadana praca domowa brzmiała by następująco: „ Na przyszły poniedziałek napiszcie list do kolegi, w którym zachęcicie go do przeczytania dwóch innych wierszy tego autora, list ma się składać z trzech akapitów, z elementami charakterystycznymi dla listu, zaimki piszcie wielką literą, list ma być  czytelny”. Każdy z was znowu napisał najlepiej jak potrafił. Lecz kiedy nauczyciel oddawał sprawdzone listy, a ty zachęciłeś kolegę do przeczytania jednego wiersza, zaimki pisałeś małą literą i ledwo można było cię rozczytać, to już wiesz dlaczego dostałeś tylko tróję.  Nauczyciel podał bardzo konkretne kryteria twojego sukcesu tzn. że jeśli spełnisz wszystkie wymagania to dostanie piątkę. Nauczyciel omówił się tylko na takie warunki, jakie przedstawił w opisie pracy domowej, nie umawiał się np. na poprawność ortograficzną listu, więc tego kryterium nie oceniał. I to jest właśnie mój tort bezowy. Wiem, jakie są moje i jego smakowe kryteria sukcesu, ma być nie za słodki i z malinami i taki właśnie jest. Taki lubię najbardziej.


Szkolny „tort bezowy” ma swoją fachową nazwę w nauczaniu, jest to tzw. nacobezu czyli „na co będę zwracał uwagę przy ocenianiu. Nacobezu to nic innego jak kryteria sukcesu, które podajemy uczniom przed wykonaniem zadania lub przed sprawdzianem. Podajemy je po to, aby później  sprawiedliwie ocenić pracę ucznia i żeby uczeń wiedział, jak konkretnie daną pracę lub zadanie  wykonać, aby dostać piątkę lub szóstkę. 


Ostatnio rozmawiałam z mamą jeden z uczennic, zapisanych niedawno do mojej szkoły z innej podstawówki, która przedstawiła mi następującą sytuację.  Pani do historii przed sprawdzianem podała bardzo szczegółowo zagadnienia, których należy nauczyć się, aby być dobrze przygotowanym do klasówki. Uczennica nauczyła się i dostała szóstkę. Zdziwiona i zaskoczona dziewczynka stwierdziła „ Przecież pani nam wszystko podała wcześniej i wiedziałam co będzie na sprawdzianie. Dostałam szóstkę. Czy to nie dziwne?” Absolutnie nie!  Nauczyciel  w szkole nie jest po to, żeby łapać ucznia na braku wiedzy jak policjant złodzieja. Nauczyciel jest po  to, aby wskazywać wiedzę potrzebną do uczenia się, wymagać jej zgodnie z nacobezu tak jak wymagamy od bezy, by była delikatnie słodka z soczystymi malinami. 





Wioletta Krzyżanowska – od 2007 roku dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 323 im. Polskich Olimpijczyków w Warszawie. Nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, języka angielskiego i doradca zawodowy. Inicjatorka zmian w polskiej szkole polegających na propagowaniu idei szkoły bez obowiązkowych prac domowych, oceniania kształtującego, metody projektu i „zielonego ołówka”. Menadżerka oświatowa budująca kulturę szkolną opartą na budowaniu wzajemnych relacji między nauczycielem, uczniem i rodzicem. Laureatka nagród i wyróżnień Prezydenta m. st. Warszawy i Burmistrza Dzielnicy Ursynów za wkład w rozwój oświaty i sportu. 


Zdjęcie.https://pl.depositphotos.com