Czarny piątek, biały poniedziałek- czyli moja szara środa

13.04.2018 | 08:36 | Z pamiętnika

Życie ze znanym aktorem jest dosyć… dziwne. Ktoś sławny cały czas jest na świeczniku i tak naprawdę nie wiedząc do końca czemu, piszę się o każdym aspekcie jego życia. Większość z tych „newsów objawionych” a raczej jakieś 90 % to tzw „licentia poetica” osoby która umyśli sobie, że akurat dzisiaj bierze na tapetę „ Panią X” (Obstawiam, że jej oczy zielone, człowieka- czyli „Panią X’ nigdy nawet nie widziały) 


    Te niczym niezbadane zjawiska nadprzyrodzone, nauczyły mnie jednak dosyć sporo; mam w życiu dużo pokory, cierpliwości i zawsze zanim wyrażę swoją opinię, przez długie miesiące pozostaje bacznym obserwatorem. 

Tak było i ostatnio. Z wielkim zaciekawieniem przyglądałam się niektórym ludziom, którzy w środę rysowali sobie czarną kreskę na ręce jednocząc się z chorymi na  zespół Downa; w piątek szli na czarny protest, a w niedziele dumnie maszerowali z palmą do kościoła. Wiem jednak, że nic mnie już w życiu nie zdziwi. Pozostało mi tylko dalsze „podglądanie”.

Z tych wszystkich historii ostatnich kilkunastu miesięcy nasunęła mi się jedna myśl… Ci co najbardziej walczą o wolność i tolerancję, tak naprawdę tolerują tylko siebie i własne poglądy. Ci drudzy zaś, idąc do kościoła i modląc się o miłosierdzie dla całego świata, zupełnie przy okazji zmówią litanie, aby w czyjąś piątkową czarną parasolkę, pierdyknęła boża błyskawica „sprawiedliwości”.

Ostro to pokręcone wszystko…  


    Ale tak na poważnie. Smuci mnie fakt, że nadeszły czasy, kiedy kobieta- kobiecie jest wilkiem. Zastanawiam się, czy faktycznie tak musi być? Czy zdamy sobie sprawę, że ktoś specjalnie wbija kij w mrowisko; śmiejąc się, obserwuje jak zjadamy siebie nawzajem? Coraz częściej popadamy w bezwzględność, wynosząc samych siebie wraz ze swoimi poglądami na piedestał wszelkiej ludzkiej egzystencji. A prawda jest taka, że każda decyzja nigdy nie jest do końca dobra, każda jest trudna i tak samo każda niesie za sobą określone konsekwencje. 

    Moja mądra mama Krysia. Z dziada-pradziada krakowianka, mawiała mi zawsze: „Pamiętaj dziecko, aby nigdy niczego nie robić od dupy strony…” Podążając tym prostym, ale jakże dosłownym stwierdzeniem; śmiem podejrzewać, że nie  jest trudno zebrać 850 tys podpisów pod czymś, co większości i tak nie dotyczy. Prawda jest jednak taka, że niepełnosprawne, chore dzieci traktowane są w naszym kraju jak margines; z brakiem dostępu do tanich lekarstw, rehabilitacji i zasiłków. Kolejny rząd funduje im „jakąś” egzystencje, a nie życie- przy tym wymagając postaw heroicznych. Trochę to właśnie wszystko zakrawa mi o  „krysiowe” - „od dupy strony”- które w historii Polski przewija się już od czasów Mieszka - czyli od zawsze…Znamienne jest jeszcze to, że mężczyzna niczym wojownik z komiksów Marvela, kiedy dowiaduje się, że czeka go życie przy chorym dziecku, nagle za pomocą swych magicznych mocy, ulatnia się w inną przestrzeń czasową… 

Łatwo jest powiedzieć „masz usunąć” lub „masz urodzić”. Trudniej za to, jest podać rękę drugiej osobie, bez względu na to czy jej poglądy zgadzają się z naszymi, czy też nie. Najzwyczajniej w świecie szepnąć „Nie bój się -możesz na mnie liczyć”. 

    To nie nasza wiara, kolor skóry, orientacja, poglądy czy przekonania świadczą o naszym człowieczeństwie- ale wrażliwość na drugiego człowieka…Szkoda, że w swoich nieustraszonych walkach o własne przekonania, zapominamy o drugim człowieku. A najbardziej smutne jest to, że my kobiety stajemy naprzeciwko siebie, po dwóch stronach barykady.

  • Udostępnij: