Blog - Edyta Pazura | MaybeBaby

Coraz bliżej Święta
(2019-12-20)

Swój dzisiejszy post zacznę od dwóch krótkich słów: „Kocham Święta!!!” Jak co roku, mój dom w tym okresie zamienia się w magiczny świat, pełny moich autorskich dekoracji i ręcznie robionych wianków.KRÓTKA HISTORIA MOJEJ MIŁOŚCI DO ŚWIĄTECZNYCH DEKORACJI.
 
Raczej nie będę oryginalna w tym co teraz napiszę. Zapewne każda polska dziewczynka, oglądając amerykańskie filmy, których akcja rozgrywała się podczas Świąt Bożego Narodzenia, pragnęła choć trochę wprowadzić do swojego domu, ten wyjątkowy klimat zza oceanu. Jakieś 20, 30 lat temu nie było nam dane zaznać nawet 1/10 tego, co widziałyśmy na szklanym ekranie. Wielkie pragnienia małej dziewczynki na szczęście dzisiaj zmaterializowały się i mogę Wam pokazać co mi w duszy gra.
Pamiętam, kiedy przychodziły święta, to zamiast kolorowych, amerykańskich dekoracji na moim drzewku lądowały cukierki- sople, których z racji wieku nie można nam było jeść. Z roku na rok, przywieszaliśmy te same ozdoby, gdyż przy czwórce dzieci zawsze były ważniejsze wydatki niż „świąteczne buble.”

Kiedy przychodził czas Wigilii tata swój poranek zaczynał od sprawdzenia długiego łańcucha wielobarwnych światełek. Już wtedy zapalała mi się moja, osobista lampka pod tytułem: „Ewakuuj się zaraz będzie sajgon” W obecnych czasach, jeżeli choinkowe światła przestaną działać, istnieje duże prawdopodobieństwo, że po prostu je wyrzucimy, a w sklepie kupimy nowe.
Wtedy nie było tak kolorowo. Tata zaczynał swoją żmudną pracę od sprawdzenia specjalnym śrubokrętem, czy każda z 500 żarówek, aby na pewno posiada napięcie…
Po sprawdzeniu stu zaczynał wzdychać, a przy dwusetnej już sapał. Kiedy doszedł do połowy zaczynał przeklinać, żeby przy trzechsetnej rzucić całym łańcuchem i pójść w piz…. Wtedy nerwowo, chlipiąc jadł zupę, aby po 20 minutach znowu powrócić do szukania tej jedynej, spalonej żarówki. Przy takich rodzinnym szukaniu, dowiedziałam się całej historii o chińskich bublach, wysyłanych nam do Polski jako ewentualna broń zagłady Europy Środkowo- Wschodniej.  Mój słownik także powiększył się o nowe „łacińskie” słowa, dotąd powszechnie nieużywane w naszej spokojnej rodzinie.

Przy dobrych wiatrach po jakiś 8 godzinach nasza skromna choinka była gotowa, chociaż raz zdarzyło się, że tacie spaliła się żarówka, jak już założył światełka na drzewko…
Moim zadaniem było owijanie drucikiem cukierków i zawieszanie ich na choinkę z tym, że mama bardzo nas pilnowała, aby ich nie jeść do przyjścia księdza po kolędzie. Finalnie jakieś 6 tygodni, byliśmy na totalnym „słodyczowym odwyku”, patrząc się codziennie na zwisające z choinki cukierasy.
Pewnego roku zbuntowałam się: „Nie będzie mi tu jakiś męski pingwin, dyktować, kiedy swoje cukierki mogę jeść” Pomyślałam… Postanowiłam więc, kraść cukierki z choinki, a do środka zawijałam coś innego, tak aby rodzice się nie zorientowali. Plan był super do momentu, kiedy ksiądz nie natrafił na cukierka z papierem toaletowym…

 
Takich opowieści mam całe mnóstwo, ale nie mogę Wam wszystkiego napisać, bo co wtedy zostanie mi na przyszły rok?
W każdym razie, od małego robiłam różnego rodzaju ozdoby- dosłownie ze wszystkiego. Co roku na Święta, biegałam do papierniczego, gdzie mogłam kupić kolorowe, świecące papiery ala folia aluminiowa, które były mi potrzebne do robienia szopki krakowskiej.  Później szłyśmy z nią kolędować i zarabiać nasze pierwsze pieniądze.
Na szczęście dezaprobata mojego taty do Świąt oraz wiecznie psujące się choinkowe światełka nie zraziły mnie do tego magicznego czasu jakim jest Boże Narodzenie. Każdy kto mnie zna wie, że muszę mieć posprzątane, a dom powinien być pełny sezonowych dekoracji. Z tym pierwszym jest nieco ciężko przy trójce dzieci, ale dekoracje póki co, mają się u mnie dobrze.
KOLEKCJONUJ!
 
Kto bogatemu zabroni co? No wydawało by się, że mam za co kupić to się chwalę. Jednak prawda jest trochę inna. Swoje dekoracje zbieram latami i fakt jest taki, że nigdy nie chcę prezentów, tylko wolę kupić coś do domu, jak widoczny na zdjęciu zestaw do herbaty Villeroy
Co roku dopełniam swoją kolekcję nowymi rzeczami, a w kolejnych latach zmieniam tylko pojedyncze elementy. Pamiętajcie, że takie dekoracje, powinny przede wszystkim pełnić dla Was funkcje pamiątek, tak jak to jest w moim przypadku.
Na przykład kolorowe skarpety, które wiszą na kominku przypominają mi czas, kiedy byłam w ciąży z Ritą. Wówczas jeszcze nie znałam płci bobasa, dlatego nadal wisi skarpeta z napisem „Baby”. Kolorowe szklane kule, pozwalają przywołać wspomnienia z poprzednich lat, a każdy dziadek do orzechów ma nadane przez nasze dzieci, własne imiona.
Papierowe gwiazdy i Bożonarodzeniowe poduszki to „must have” domu Pazurów.
Co roku wrzucam do ozdób wiszących na oknach małe lampki na baterię, tak aby wieczorem podziwiać ich niesamowity urok. Polecam!
 
PRACE RĘCZNE… UFFF..
Z roku na rok mam coraz więcej obowiązków zawodowych i coraz więcej dzieci J więc moje autorskie ozdoby nie zabierają mi już tyle uwagi, co kilka lat temu. Zawsze robię jednak wianki do swojego domu i na szkolny kiermasz.
W tym roku postanowiłam, nie przyjmować zamówień od znajomych, bo najzwyczajniej w świecie, głupio mi było od kogoś brać pieniądze, a jeszcze trochę to poszłabym z torbami.
Co roku staram się jednak wymyślać coś nowego. W zeszłym, ozdobiłam swoją choinkę rodzinnymi zdjęciami i własnoręcznie robionymi dekoracjami w słoiku.
W tym roku, postanowiłam zrobić świąteczne scenki na drewnianej tacy, przy użyciu małych figurek, mchu i potłuczonych bombek. Wyszło całkiem sympatycznie, chociaż w przyszłym roku wrócę do szklanych naczyń i światełek z timerem. 
WIECZOROWĄ PORĄ
 Ktoś mógłby zapytać: „Po co to wszystko” Odpowiedź jest łatwa. Ja po prostu to kocham! Szczególnie magicznym czasem jest dla mnie wieczór, kiedy wszystkie lamki tlą się delikatnym światłem, a ja mogę usiąść przy ulubionej książce. Przeważnie kończy się to szybkim snem (przy trójce dzieci po prostu padam) jednak jest w tej atmosferze coś wyjątkowego.
Moje dzieci również bardzo cenią mój wysiłek. Kiedy parę dni temu zaczęłam przynosić z piwnicy pudła pełne ozdób mój syn odparł: „Ach… Idą Święta! Jak ja to kocham” Nasze dzieci są lustrzanym odbiciem nas dorosłych i staram się im pokazać wszystko, co najlepsze i wartościowe. Po drugie, spełniam swoje dziecięce marzenia z amerykańskich filmów, które wręcz pochłaniałam jako mała dziewczynka.

PIERNIKOWY SZAŁ.
Naszą coroczną tradycją jest pieczenie moich autorskich pierników. W tym roku nawet Pazur pomagał nam wałkować ciasto. Wszystkie przepisy, które znalazłam w sieci były dla mnie nijakie, a pierniki twarde jak kamień. Postanowiła spróbować czegoś nowego i swojego. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, podzielę się z Wami większą ilością świątecznych przepisów. W tym, muszę po prostu trochę odetchnąć. Mam nadzieję, że rozumiecie ;)
Oto przepis na moje pierniki. Od razu chcę zaznaczyć, że wymagają one cierpliwości i skrupulatności, ale będziecie zadowoleni.
 
SKŁADNIKI
 
·      350 gr bio mąki pszennej
·      Jajko
·      Łyżeczka organic baking powder ( proszek można kupić w organicu)
·      Łyżeczka cynamonu
·      ½ łyżeczki mielonego imbiru
·      ½ łyżeczki startej gałki muszkatołowej
·      ½ łyżeczki mielonych goździków
·      Łyżka miodu
·      Pół szklanki cukru kokosowego.
·      Łyżeczka czarnego kakao
·      Dwie łyżki ciepłego masła
·      Szczypta pieprzu
·      Ciepłe mleko.
1)    Mąkę przesiewamy na stolnicy. Dodajemy miód, cukier, proszek do pieczenia, kakao, przyprawy, pieprz, jajko i masło.
2)    Dokładnie wyrabiamy ciasto, dodając po trochu ciepłego mleka. To żmudna i czasochłonna praca. Należy wyrabiać ciasto około 10-12 minut tak, aby wszystkie składniki dobrze się połączyły.
3)    Ciasto nie powinno się kleić, więc należy uważnie wlewać mleko. Dosłownie po troszeczku. Kiedy będzie już gotowe, podsypujemy stolnicę mąką i wałkujemy ciasto na około 0.5- 1 cm. (zależy od preferencji)
4)    Układamy na posmarowanej tłuszczem blaszce i wsadzamy do rozgrzanego na 180 stopni piekarnika. Pieczemy około 10-15 minut.
5)    Jeżeli pierniki mają wylądować na choince, nie zapomnijcie zrobić dziurki na sznurek.
6)    Smacznego 
 
NA ZEWNTĄRZ TEŻ POWINNO BYĆ PIĘKNIE. 
Jak już wspomniałam, co roku na moich drzwiach wisi wianek mojego autorstwa. W tym roku także postawiłam na nasze ulubione dziadki do orzechów oraz stojące na podstawce małe choineczki. Dookoła wejścia zawisła świecąca girlanda. 
W każdym oknie od strony ulicy wisi także świecący wianek. (kupiony w Tchibo) Efekt WOW! 
WESOŁYCH ŚWIĄT MOI DRODZY!!! 
 
 

Edyta Pazura

Edyta Pazura