Blog - Edyta Pazura | MaybeBaby

Podróż za jeden uśmiech
(2019-07-13)

„Podróż za jeden uśmiech” tak właśnie powinna brzmieć, każda nasza rodzinna wyprawa. Niestety… Niekiedy nasze eskapady to istny koszmar. I mnie nie ominęły „przyjemności” walki ze snem, zmęczeniem i frustracją własnych dzieci.

Wyobraź sobie, że wsiadasz do samolotu.. Twoje dzieci dostają od Pani stewardessy kocyk oraz poduszkę, po czym kładą się grzecznie spać, aby obudzić się tuż przed lądowaniem. Ty za to bierzesz kubek gorącej cappuccino i zagłębiasz się w swoją ulubioną lekturę. Ehh. Co ja mam Wam napisać… Przez 10 lat moich intensywnych podróży, miałam może jedną okazję skorzystać z uroków podniebnego lotu… Jakby tego było mało, kiedy Amelia faktycznie przespała 6 godzinny lotu na Lanzarote, my zestresowani, siedzieliśmy nisko pochyleni nad nią i sprawdzaliśmy, czy aby na pewno oddycha i wszystko jest w porządku. Chcąc nie chcąc, zamieniłam ulubioną książkę na czuwanie, a gorące cappuccino na walerianę…

Podobno trening czyni mistrza. Choć ekspertem od podróży z dziećmi wcale się nie czuję, to wypracowałam sobie techniki tak zwanej „ mniejszej ekspozycji płaczu i marudzenia podczas podróży” 

ZAPLANUJ

Planowanie jest dla mnie najważniejszym punktem każdej rodzinnej wyprawy. Biorę swój kajecik i zaczynam notować kilka dni wcześniej. Na kartce widnieje tabela z dwiema kolumnami pod tytułem - „bagaż” i „torba podręczna” W każdej z rubryk wpisuję rzeczy o których na pewno muszę pamiętać lub takich, które w znacznym stopniu ułatwią mi funkcjonowanie na wakacjach czy podczas samej podróży. Notatnik mam zawsze pod ręką, gdyż zdarza się, że „coś” przypomni mi się w ciągu dnia lub nawet kiedy śpię :)

Dobrze zaplanowana podróż, to według mnie 75 % sukcesu, reszta to łut szczęścia i dobre samopoczucie naszych najmłodszych.

Warto wcześniej dowiedzieć się więcej szczegółów dotyczących podróży z dziećmi bezpośrednio od linii lotniczych. Koniecznie „wugugluj” miejsce do którego jedziecie i zapisz sobie adresy najbliższych aptek, przychodni czy szpitali… Sami wiecie…;)

NIE PRZECIĄGAJ STRUNY

„Przetrzymam dzieciaka, żeby nie spał to w samolocie na pewno padnie”… Tak, jasne… U mnie zawsze przynosiło to odwrotny skutek. Każde z moich pociech po takim bezsennym maratonie, było tak sfrustrowane, że darło się w niebogłosy. Drażniło ich dosłownie wszystko- nawet najmniejsze światełko czy odgłos. Im dalej w las, tym gorzej dziecku zasnąć. Pamiętaj, że nie ma jednak co do tego jednej, złotej zasady. Jednych szum samolotu uspokaja, a innych doprowadza do szewskiej pasji… Być może Twoje dziecko akurat zaśnie bez problemu, ale kiedy raz już to nie zadziała, lepiej nie próbuj po raz kolejny. Każde dziecko jest inne, to jakby rozsypać worek 1000 puzzli, niby układają się w jeden obrazek, ale każdy pojedynczy puzzel różni się od tych 999. Pamiętaj, że pierwsze kilka razy podróżowania z dzieckiem będzie twoją wycieczką poznawczą w głąb potrzeb własnego dziecka. Obserwuj je bacznie i zaufaj własnej intuicji. Czasami najprostsze sposoby są najbardziej skuteczne.   

 

 


TAK ZWANY EQUIPMENT.

Warto  przygotować się odpowiednio pod względem samego lotu. Wierz mi, że w moim przypadku podróży z 3 dzieci, to jak strategiczna gra wojenna… 

Zacznijmy od siedzenia. Jeżeli Twoje dziecko ma mniej niż dwa lata, wtedy najprawdopodobniej czeka Cię podróż z małym pasażerem na kolanach. Niektóre linie lotnicze oferują jednak specjalne łóżeczko, które można przymocować do ściany. Uwaga! To naprawdę mini łóżeczka dla wersji bambino. Moje „wielolkoludy” załatwiłyby taki sprzęt po pierwszych 10 minutach, a ich nogi pewnie zwisałyby w dół już od części udowej. 

Jeżeli traficie na promocję lub po prostu chcecie podróżować w komforcie to warto zainwestować w dodatkowe siedzenie. Wtedy powinniście mieć dla dziecka fotelik. W tym przypadku zadzwońcie wcześniej do lini lotniczych i zapytajcie, które konkretnie firmy fotelików samochodowych są mile widziane na pokładzie samolotu. Z moich informacji wynika, że rekomendowane są Cybex i Maxi-Cosi.

Rada Cioci Edytki: Jeżeli dzwoniąc do linii lotniczej, odbierze połączenie mężczyzna, lepiej udawaj, że nie pamiętasz po co dzwoniłaś i rozłącz się grzecznie ;) oni i tak nie mają zielonego pojęcia co oznacza zlepek słów „dziecko”„podr󿔄fotelik samochodowy”- to po prostu nie jest ich menu. Mam nadzieję, że to się zmieni…

 

Kolejnym elementem wyposażenia naszej podróży będzie wózek i ten newralgiczny dla każdej chyba matki moment przejścia z boardingu do samolotu.

Masz też kilka opcji. Możesz zainwestować w wózek typu YOYO, który składa się do mini rozmiarów i wziąć go ze sobą na pokład samolotu. Przy normalnym czterokołowcu będziecie musieli oddać go podczas odprawy lub przy samym wejściu do samolotu. Mały wózek podróżny ma ten plus, że często wjeżdżam/ wyjeżdżam nim już w rękawie ( o ile ten jest), waży 4-5 kg i można zawiesić go na ramię jak większą torebkę. Problem z większością tego typu mini pojazdów jest taki, że rozkładają się tylko do pozycji pół-leżącej, a dla większego wiercipięty, może być z czasem po prostu za mały i  niewygodny. Wiem, że cała Francja jeździ YOYO, słyszałam to tysiące razy, ale nie jestem przekonana do tego, że miałby to być całoroczny wózek dla mojej pociechy… Wielkim plusem tego wózka jest jednak fakt, że przy zakupie odpowiednich adapterów, można na nim zamontować prawie każdy rodzaj fotelika samochodowego- nawet takiego, który rozkłada się do spania, gdyż YOYO daje na tyle przestrzeni, aby ten mógł się ustawić w pozycji poziomej. 

Kolejnym też, uważam niezłym rozwiązaniem jest oddanie wózka do luku bagażowego i noszenie dziecka w chuście lub ergonomicznym nosidle (chociaż tych drugich osobiście unikam) Wtedy plus posiadania dwóch „wolnych” rąk jest nieoceniony, tym bardziej w przypadku podróżowanie z większą ilością dzieci.

A co ze spaniem dzieci w samolocie? Opcji nie jest za dużo i trzeba po prostu wziąć sobie do serca, że podróż to pewien etap naszych wakacji, który trzeba po prostu przeżyć, nawet za cenę braku cennego snu. Już wspominałam o mini łóżeczkach które oferują linie lotnicze… Zostały Ci jeszcze Twoje własne kolana, które posłużą za wygodną poduszkę dla Twojego malucha lub gadżet typu walizka JetKids Stokke, która po rozłożeniu zamienia się w przedłużenie fotela samolotowego i dziecko może w miarę wygodnie spać https://www.stokke.com/POL/pl-pl/podróżowanie/5345.html Minus? CENA!

PODRĘCZNY POPROSZĘ!

Wszystko zależy od tego co i jak spakujemy do naszego bagażu podręcznego. Zacznę od tego, że zrezygnowałam ze wszelkiego rodzaju walizek i toreb na rzecz plecaka. Tak jak już wspomniałam, wolność rąk jest dla mnie nieoceniona, po drugie wbijam się w lata, a chciałabym aby mój kręgosłup posłużył mi jeszcze parę lat. Oprócz podręcznych gadżetów mających na celu zająć nasze dziecko dłużej niż 5 minut, zapakuj koniecznie ulubione przekąski i podręczną kosmetyczkę w której znajdą się:

pieluchy
mokre i suche chusteczki
zapasowy smoczek
lekarstwa przeciwbólowe
termometr
krople do nosa/woda morska
mały żel antybakteryjny do rąk
Nie zapomnij również o macie do przewijania i ubrankach na zmianę, które przydadzą się podczas awarii. Moje najstarsze dziecko wozi jeszcze ze sobą zatyczki do uszu i opaskę na oczy… Ach ta młodzież :)

ZABAWKI W WERSJI LIGHT.

Nie pakuj wszystkiego co popadnie. Zaobserwuj swoje dziecko kilka dni przed wyjazdem. Zanotuj czym lubi się szczególnie bawić, aby póżniej było Ci łatwiej zdecydować o tym, co zabrać. Ja często pakuje modne teraz magnesowe układanki. Przerzucam je do lnianego woreczka żeby się nie zgubiły i aby móc poźniej z łatwością je wykorzystać. Już z kilku elementów takiej układanki, możemy dziecku zaproponować naprawdę niezłą zabawę.

Możesz zebrać ze sobą ukochaną przez dzieci plastelinę czy ciastolinę… Napiszę szczerze… Nie lubię. Dlaczego? Wszędzie jej pełno, łatwo przykleja się do ubrania, brudzi i ma chyba napisane na opakowaniu „zjedz mnie” lub „zrób ze mnie kulkę , po czym włóż do nosa”. Rozumiem jednak zamiłowanie najmłodszych do tego typu rozrywki, więc przy odpowiednio dobranej technice zabawy, nie zabraniam :) Na szczęście na rynku, dostępnych jest coraz więcej „gniotek”- które są mniej ekspansywne niż tradycyjna ciastolina

Wodne malowanki i książeczki z naklejkami to mój „must have” :) Ciekawią, bawią i do tego utrzymują otoczenie w względnej czystości. Do specjalnego pisaka wystarczy tylko wlać wodę :) i gotowe!

Mini- teatrzyk też świetnie sprawdza się w podróży. Można kupić specjalnie przygotowane mini-laleczki na palce dłoni i wystawić dziecku jego prywatne przedstawienie. 

KLASYKA GATUNKU

W podróży ze starszymi dziećmi warto wziąć po prostu kartki, kredki i własne wspomnienia z dzieciństwa. U mnie często sprawdzają się gry które sama lubiłam: państwa- miasta, wisielec, kółko-krzyżyk, kalambury, krzyżówki czy statki. Pamiętacie może rysowanie po plecach i zgadywanie co zostało na nich narysowane? Tak! To najlepsza zabawa pod słońcem.

Często najprostsze zabawy są najlepsze, jak ta kiedy opowiadam początek jakieś historii, a dzieci mają za zadanie  dokończyć ją po swojemu. 

MINI- GRY

Obecnie na rynku można kupić bardzo dużo tak zwanych gier kieszonkowych. Zaczynając od zwykłych kart i gry w wojnę, sięgając po UNO czy Dixit, który możemy spakować do małej bocznej kieszeni. Zadbaj o to, aby pozbyć się zbędnych opakowań i wtedy uratujesz dużo miejsca w bagażu podręcznym. 

Prace ręczne też będą w modzie. Możesz zaproponować swojemu dziecku origami, bransoletki z muliny czy robienie różnorodnych masek, które później będziecie mogli wykorzystać podczas zabawy. 

SIĘGNIJ PO BROŃ OSTATECZNĄ

W zapasie miej zawsze „coś”, co Twoje dziecko ubóstwia i uspokoi je, nawet w najbardziej patowej sytuacji. W przypadku moich dzieci, jest to… Vibovit :) Tak dokładnie! Zawsze mam w kieszeni saszetkę, albo dwie i w sytuacji kryzysowej, pozwalałam dziecku na zlizywanie go z paluszka :) Nie dość, że uspokaja malucha, to dodatkowo jest to dobry patent na częste przełykanie śliny podczas startu czy lądowania- co zapobiega zatykaniu się uszu. W przypadku starszych dzieci będą to oczywiście tablety czy telefony. Większość zawsze się uchyla i twierdzi, że ich dzieci nie korzystają z elektroniki. Po kilku jednak chwilach okazuje się, że ów dzieciak zna wszystkie najnowsze gry, aplikacje wraz ze wszystkimi komputerowymi trendami. Zawsze w duchu zastanawiam się „ no i po, co te kłamstwa?” przecież wiadomo, że wszystko podawane dziecku w odpowiedniej dawce i pod nadzorem rodziców, nie zrobi im krzywdy. Ciężko mi tak naprawdę to zrozumieć w dobie, gdy nawet taxi zamawiamy przez odpowiednią aplikacje… No ale szanuję każdą decyzję innych, nawet jeżeli to tylko fikcja i nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości ;)

Moją kolejną bronią ostatecznej zagłady płaczu i histerii są bańki mydlane. Oczywiście nie biorę całej butli, ale ich mini wersje, które można kupić na przykład w sklepie z akcesoriami eventowymi. 

Rada Cioci Edytki na podsumowanie tematu? Pamiętajcie- tylko spokój Was uratuje :):):)

 

Foto: Edyta Pazura

 

Edyta Pazura

Edyta Pazura