Blog - Edyta Pazura | MaybeBaby

Samotna matka po polsku- historia z przemocą psychiczną w tle.
(24.11.2018 )

Zaczęło się jak z bajki, chociaż ciemne strony tego małżeństwa poznaliśmy wszyscy po latach…

Dorota tak jak ja, zdecydowała się na ślub z mężczyzną starszym od siebie o 23 lata. Skromna, eteryczna blondynka z południa dla której rodzina była całym światem, nie spodziewała się koszmaru, który czaił się tuż za rogiem, mimo, że dla jej bliskich było to do przewidzenia ...

Już na pierwszy rzut oka kompletnie do siebie nie pasowali. Dorota. piękna, wysoka, o wyrazistych rysach twarzy. Jej oczy o opadających kącikach sprawiały, że na pierwszy rzut oka, każdy miał wrażenie, iż ma w sobie bezgraniczne pokłady ciepła. Tak też było w rzeczywistości. Jakbym miała wskazać wzór matki Polki i oddanej żony, bez zawahania pokazałabym jej zdjęcie. A jej Mąż? No cóż… Adam był mało atrakcyjny: niski, łysy z nadwagą i wiecznym grymasem na twarzy. Patrząc na tę dwójkę można było przekonać się, że Gabrielle Suzanne de Villeneuve, faktycznie inspirowała się prawdziwymi postaciami pisząc „Piękną i Bestie.” Kiedy pojawiali się razem w towarzystwie wywoływali niemałe zdziwienie, a gdy tylko znikali każdy dopytywał się, czy to tak na serio są razem? „Oczywiście, że są! Mają czworo dzieci i są szczęśliwym małżeństwem…” Aha… Chyba sama w to nie wierzyłam.

Otrzeźwienie, przyszło w momencie, kiedy postanowiłyśmy w cztery koleżanki pojechać na urodziny znajomej w góry. Taki typowy dwudniowy damski wypad. Jak tylko przyjechałyśmy Dorota była smutna, a jej oczy zapłakane. Za każdym razem uciekała w kąt, aby odpisać na SMS-y i otrzeć łzy. Wieczorem, kiedy położyłyśmy się do łóżek, a byłyśmy we dwie w pokoju, zapytałam się co się dzieje…Dorota wyciągnęła telefon i pokazała mi SMS-y od swojego Małżonka. Ilość obelg padająca w jej stronę była większa niż podczas całej serii filmu „PSY”.

Drążyłam temat dalej… „Jeju, musiałaś mu zrobić naprawdę coś strasznego, skoro tak zareagował.” - rzuciłam. Dorota wpadła w płacz i powiedziała, że to wszystko przez to, że ruszyła się z domu i pojechała z nami na dwa dni do Zakopanego…

Nie mogłam w to uwierzyć… Po raz kolejny ta sama sytuacja zdarzyła się 1,5 roku później, kiedy poszłyśmy razem do kina. Nawet ja nie byłam mile widzianym gościem i na moje „cześć” - Adam jedynie spojrzał na mnie wymownie, tak jakbym co najmniej była wiedźmą, a kino moim domkiem z kurzą łapką. Osobiście również czułam się nie

swojo… Wiedziałam, że przez to zakichane wyjście do kina, teraz Dorota nie będzie mieć życia w domu; tak też się stało…

Postanowiłam nie dolewać oliwy do ognia i nigdy już jej nie zaproponowałam tzw. „wyjść na miasto.” Wiedząc, że ma nieobliczalnego Małżonka przy boku, nie chciałam jej narażać na awantury, a przy okazji nie robić jej ochoty na oderwanie się od rzeczywistości i wyjście z domu raz na jakiś czas.

Wszystko ucichło, choć spotkania z moją przyjaciółką były coraz rzadsze, a ona sama przestała wychylać nos z domowych czeluści. Na szczęście pracowała zawodowo, więc myślę, że to w jakiś sposób rekompensowało jej brak kontaktu z innymi. Nie muszę chyba nadmieniać, że pracowała z Adamem…

Po pewnym czasie Dorota widząc moje zamiłowanie do wnętrz i projektowania, zaproponowała mi wspólne szkolenie z dziedziny posługiwania się profesjonalnymi programami 3D służącymi właśnie do projektowania budynków mieszkalnych i przemysłowych. Ucieszyłam się bardzo na myśl, że będę mogła połączyć przyjemne z pożytecznym. Byłam bardzo ciekawa jak wytłumaczyła to Adamowi i jak udało się jej dokonać cudu wyjścia z domu… Postanowiłam jednak nie wchodzić w szczegóły. Mam taką zasadę, że jeżeli ktoś sam mi nie mówi o swoim życiu czy problemach, to ja nie jestem dociekliwa w sprawach osobistych innych.

W październiku 2015 roku zdarzyło się coś, czego do dzisiaj nie jestem w stanie wytłumaczyć. Dorota nie przyszła na zajęcia, po czym zadzwoniła, że nie będzie obecna, gdyż jej mama po bardzo długiej chorobie (15 lat przykuta do łóżka), zmarła…Całe życie, jej mamą opiekował się tata Doroty. Ona oraz jej rodzeństwo starało się mu pomagać, jak tylko mogli, jednak to on wykazał się wręcz heroiczną postawą i poświęcił swojej życie Żonie. Dlaczego? Z wielkiej, czystej miłości, której w dzisiejszych czasach jest jak na lekarstwo. Mimo, że jak się później okazało wspaniałomyślny zięć Adam proponował teściowi, aby ten oddał jej chorą mamę do zakładu opieki…” Przecież jesteś młody, ułożysz sobie życie i należy się to tacie jak psu kiełbasa.” mówił do taty Doroty.

Nie minęło dwa tygodnie, jak Dorota przyszła na zajęcia- zapłakana, wychudzona w żałobie, która kompletnie nie pasowała do jej eterycznej twarzy. Usiadła obok mnie i szepnęła: „to jakiś koszmar…” Popatrzyłam się wymownie i patrząc na wielki zegar wiszący na ścianie, wyczekiwałam przerwy obiadowej… Wiedziałam, że ten posiłek zapamiętam do końca życia… Jak tylko wybiła 12.00 wystrzeliłyśmy z zajęć jak z procy. Znalazłyśmy ustronne miejsce po to, aby Dorota powiedziała:

- „Adam oświadczył, że się ze mną rozwodzi, poprosił mnie, żebym przepisała na niego cały majątek, bo mi się nic nie należy i że wyjeżdża do Azji”

- „Dwa tygodnie po śmierci Twojej mamy?!” - nie dowierzałam…

- „Tak…” - powiedziała Dorota. „Twierdzi, że jestem zimna, nie okazuje mu odpowiednio uczuć oraz, że się nim nie zajmuje…”

- „K…!!! Dorota” wykrzyknęłam! ” Jesteś dwa tygodnie po śmierci matki!!!”

Moja przyjaciółka robiła wszystko, aby Adam wrócił do niej…Sama byłam pod wrażeniem, jak bardzo kobieta może się upodlić, aby utrzymać rodzinę. Ten w odpowiedzi, ostentacyjne pokazywał w internecie dzieciom wypasiony dom w Azji, gdzie już niebawem miał zamieszkać.

Każdy z bliskich jej osób błagał ją: „Tylko niczego teraz nie podpisuj… Jesteś po śmierci matki, mąż grozi rozwodem, a Ty nie jesteś w stanie myśleć racjonalnie…”


Dorota jednak przystała na wszystkie warunki Adama i przepisała większość majątku na niego, który on zresztą wcześniej podarował jej, uciekając przed ewentualnymi roszczeniami osób trzecich…Nie rozumiałam, dlaczego Dorota zgodziła się na to. Ona sama odpowiadała, że ma dość tego psychicznego nękania i odda wszystko, aby mieć w końcu spokój, utrzymać rodzinę i aby jej dzieci miały ojca, tak jak to było u niej w domu.… Zresztą Adam zawsze stawiał ją po prostu przed faktem dokonanym… Tak, jak 18 lat temu, kiedy nieświadoma przed ślubem pojechała podpisać papiery, a okazało się, że czekał na nią notariusz trzymający w ręku intercyzę…No właśnie… Czy osoba podpisująca rozdzielność majątkową uważa, że będą razem „na dobre i na złe, w szczęściu i chorobie oraz póki śmierć ich nie rozłączy?” Tak… Jasne… Takie opowieści to możemy włożyć sobie pomiędzy bajki. W moim otoczeniu większość takich związków są jedną, wielką, smutną fikcją. Smaczku wszystkiemu dodaje fakt, tendencyjnego przedstawiania w mediach związków z dużą różnicą wieku: „On ma kryzys wieku średniego, a ona na pewno leci na jego pieniądze. Wykorzysta go i zostawi…” Tak… A co ja na to? Że te wszystkie dzisiejsze, medialne brednie są gówno warte i mają w sobie tyle prawdy, co legenda o smoku wawelskim. Facet, który podpisuje z kobietą intercyzę wie, że za chwilę będzie mógł sobie pozwalać na więcej. Z czasem będzie robił co mu się żywnie podoba, a jego żona nie będzie mogła się nawet zająknąć. Po 10,15, 20 latach wychowywania jego dzieci i prowadzenia domu, wie, że skończy na bruku, więc przystaje na wszystkie jego wybryki… Smutne? Ale niestety prawdziwe…Zdarza się, kiedy faktycznie intercyza zabezpiecza interesy obydwu stron. To jednak nie Hollywood, a polska Angelina Jolie i Brad Pitt istnieją tylko w zblazowanych głowach pań dziennikarek, które z wielkimi ambicjami, kończą jednak na portalach plotkarskich, wymyślając nowe newsy z cyklu „ciekawostka dnia.”

Kiedy mój Mąż za namową i oczywiście za pewne wielką troską przyjaciela-prawnika swojej byłej małżonki, przyszedł i zapytał się co myślę na temat intercyzy, to odpowiedziałam, że jasne jestem jak najbardziej ZA, ale Kulczyk mnie jeszcze o rękę nie poprosił…Z ciekawości zapytałam się również: „A co Tobie Kochanie po tym rozwodzie takiego zostało, co miałabym Ci ewentualnie zabrać?” Temat nigdy więcej nie wrócił i znikł z naszego domu niczym Boeing Davida Copperfielda.

Dorota nie znalazła w sobie na tyle dużo niezależności i odwagi, aby powiedzieć NIE. Wszystko zresztą robiła z myślą o swoich dzieciach, pełnej rodzinie i „świętym” spokoju. Układa życie pod dzieci i ich harmonogram. Oczywiście wróciła po raz kolejny do Adama, a ten jak tylko szybko mógł wywiózł ją do Azji na dłuższe wakacje.

Nic się już nie pokleiło, a sama Dorota przyznała, że była już bardzo zmęczona. Wiedziała, że siedzi na bombie z opóźnionym zapłonem, bo gdy tylko spróbuje się przeciwstawić, od razu zostanie postraszona rozwodem, sprowadzona do parteru i sponiewierana. Niby wiedziała wszystko, ale nie zdawała sobie sprawy z najważniejszego… Stała się ofiarą przemocy psychicznej, a oprawcą był jej własny Mąż…Życie napisało jej najgorszy scenariusz. O ile przemoc fizyczną można łatwo rozpoznać, to ta psychiczna czai się niepostrzeżenie, a jak jest się w oku cyklonu- to wszystko wydaje się normalne.

Kiedy po raz setny w jej małżeństwie padło słowo „rozwód” z ust Adama, ona już bardzo zmęczona, ale z drugiej strony wystarczająco silna, powiedziała „DOBRZE.” Oczywiście, Adam nadal zadowolony ze swoich poczynań, że po raz kolejny sprowadził swoją kobietę na dno, niczym szlachcic na zdechłym ogierze- grał nieugiętego… Kiedy jednak zdał sobie sprawę, że sytuacja stała się poważna i nie ma już powrotu do domu z którego się wyprowadził, zaczął się prawdziwy koszmar.

Dorota była zastraszona, Adam wyparł się ich dzieci, nie pomagał finansowo. Zostawił jej tylko tę nieruchomość, która jest obwarowana gigantycznymi kredytami… Ale przecież o to chodziło…Żeby pokazać jej, że bez niego nie da sobie rady. Uzależnić, upodlić, sprowadzić na dno. Marzenia Adama o tym, że Dorota przychodzi do niego błagać go po raz kolejny, aby ją nie zostawiał; nie spełniły się. Zaczęła wszystko powoli układać… Było bardzo ciężko. Nie raz biegłam do przyjaciółki, żeby chociaż chwilę pobyć przy niej i otrzeć łzy. Razem siedziałyśmy nad papierami i układałyśmy jej wydatki. Nawet w pewnym momencie zasugerowałam, aby ogłosiła upadłość. Wszystko co miała, nie mogła w żaden sposób sprzedać, gdyż zaraz w księdze wieczystej nieruchomości pojawiały się roszczenia Adama, które skutecznie blokowały jakiekolwiek transakcje.

W pracy było jeszcze gorzej, Małżonek pierwsze co zrobił, to zwolnił z pracy najlepszą koleżankę Doroty. To było ostrzeżenie dla innych: „Jeżeli ktoś, będzie pomagał Dorocie, czeka go taki sam los”

Po kilku tygodniach, „męski” Adam i jego jeszcze bardziej „męski” wspólnik pozbyli się Doroty z firmy, którą zresztą z nimi zakładała kilkanaście lat temu. W przeciągu kilku dni, wspólniczka została wymazana z tej organizacji gumką do zmazywania, tak aby nikt nie miał wątpliwości, że nigdy w niej nie pracowała. Jej skrzynka mailowa, została skrupulatnie splądrowana przez Małżonka…To wszystko z boku wyglądało jak z historyjki pod tytułem: „Spotkało się dwóch frajerów i krzyknęło: mężczyźni górą, pozbyliśmy się jednej kobiety!” Niestety własny mąż, pozbawił matkę swoich dzieci resztkę godności, ale przede wszystkim środków do życia…

Historia jest długa i pewnie jeszcze na jakieś 10 stron pisania… Czy był happy end?

NIE...


Dorota jako prawie 40 letnia kobieta została pozbawiona środków do życia, pracy i godności. Za to ma gigantyczne kredyty i dwa segregatory pism od Małżonka, które średnio raz na tydzień wzywają ją do zapłaty na jego rzecz. Nienawiść i chęć zemsty Adama nie ma już żadnych granic, a Dorota nadal nękana jest mailami, SMS-ami i sądowymi pismami. Moja przyjaciółka została również samotną matką, która nie może liczyć na przychylność i pomoc byłego Męża, choćby nawet w tak prostej rzeczy, jak odebranie dzieci ze szkoły. Jej uroda została zmarnowana, pozbawiona włosów ze stresu, a skóra zyskała dużo zmarszczek, które pocięły jej delikatną twarz. Kiedy ktoś jej mówi: „Zmarnowałaś najpiękniejsze lata swojego życia.” Ona odpowiada: „Wcale nie, bo mam wspaniałe dzieci”

Upalny dzień. Idziemy razem z dziećmi na spacer. Dorota dostrzega na mojej ręce drogą biżuterię i dopytuje się o nią. Ja krocząc z dumą odpowiadam: „Tak… Dostałam od Czarka”. Ona posyła mi delikatny uśmiech i mówi: „Też taką dostałam, ale jak Adam się wyprowadzał, to mi ją zabrał…”



Edyta Pazura