Zakładki

Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu

Najnowsze posty

Co, gdzie, kiedy? Miniaturka postu

14.10- Dzień Nauczyciela

    Może i jestem staroświecka, ale na Dzień Nauczyciela biały kołnierzyk i kwiatek musi być. W tym roku święto to wypada w niedziele i zapewne wszyscy wychowawcy jak i uczniowie będą świętować w poniedziałek.  

Warto, aby cała klasa zrobiła coś od siebie. Może to być na przykład:

• obraz z odbitymi dłońmi dzieciaków,• rysunek budynku szkoły, do którego każdy z uczniów dorysuje coś od siebie.  • jesienne kompozycje z kolorowych liści, żołędzi i kasztanów• ręcznie robione kartki czy albumy na zdjęcia• personalizowane gry planszowe czy biżuteria• wspólne wyjście na lody po lekcjach• zorganizowana wycieczka w ulubione miejsce wychowawcy• bilety to teatru czy opery,• specjalnie napisany wiersz czy piosenka dla nauczyciela (furorę robią te śmieszne, które pokazują z przymróżeniem oka wady wychowawcy i jego uczniów)         • dedykowane przedstawienie na przykład teatr cieni czy pantomima.

Za moich czasów robiliśmy na przykład kwiaty z bibuły, tworząc tym samym przepiękny bukiet. W internecie możemy znaleźć mnóstwo inspiracji i pomysłów, jak zrobić wspólny, klasowy prezent. Może okazać się, że jest w klasie ktoś o szczególnych zdolnościach, kto może zrobić specjalny występ dla nauczyciela. U mnie na przykład w podstawówce była dziewczynka , która pięknie grała na skrzypcach, a my zawsze wykorzystywaliśmy jej zdolności do mini recitali przy okazji różnych świąt. Oczywiście oprócz tego, zawsze robiliśmy zrzutkę na coś wyjątkowego dla naszego wychowawcy. Pomysłów jest co nie miara. Wystarczy chcieć… No właśnie… I tutaj zaczynają się schody.Moje doświadczenia są naprawdę różne. Począwszy od klasy syna, gdzie wszyscy są zgrani, wiedzą czego chcą i po 48h od hasła: „Dzień Nauczyciela”, 75% rodziców wpłaciło składkę na prezent. Po sytuacje tak żenujące, iż święto to stało się doskonałym pretekstem do prywatnych naparzanek między rodzicami i z czego wymiksowałam się, bo całą sytuację odbierałam już tylko w kategoriach „obciachu”. Dyskusja co najmniej jak na szczycie G8 i o naszyjnik z brylantami, a tak naprawdę chodziło o grawerowane drewniane puzderko dla nauczycieli. Klasa się podzieliła i zamiast łagodzić obyczaje, zaczęły się słowne prawicowo- lewicowe przepychanki ubarwione w teksty z filmu „Kler’... O rany... Wszystko to kwestia chęci i pozytywnego podejścia do sprawy. Kiedy rodzice i uczniowie będą zgrani, okaże się, że to już 80% sukcesu- reszta to tylko niuanse. Osobiście uważam, że w grupie siła i nic taki nie ucieszy nauczyciela czy wychowawcę jak trwała, zintegrowana klasa. W dzisiejszych czasach wszechobecna jest nienawiść, brak szacunku czy dobrego wychowania, dlatego tym bardziej powinniśmy dbać o budowanie pozytywnych nawyków u naszych dzieci. Okazanie powagi dla zawodu nauczyciela umiera, a przecież wykonują kawał dobrej roboty. Kilka dni temu kiedy przygotowywałam prezent z klasą mojego syna, po 5 minutach wspólnej „pracy” myślałam, że ucieknę, gdzie pieprz rośnie. Mimo, iż miałam naklejki Frozen oraz UEFA i przekupiłam nimi uczniów, to średnio chcieli się słuchać… :) Chapeau bas!

Przepisy Miniaturka postu

ZDROWA SZKOŁA: Suszone owoce

Moją dzisiejszą inspiracją są suszone owoce. Podpowiem Wam jak je przygotować, o ich pozytywnych stronach i dlaczego dzieciaki tak je uwielbiają.

Suszone owoce (w moim przypadku jabłka) są zdrową alternatywą dla świeżych produktów, które często potrafią narobić psikusów w plecakach naszych dzieci: zgnieść się, rozpaćkać, bardzo szybko tracą swój kolor i świeżość. 

Na pomysł wysuszenia owoców wpadłam w momencie, kiedy przywiozłam z działki mnóstwo jabłek z którymi nie miałam co zrobić. W smaku były wspaniałe: słodkie i kruche... Zrobiłam już mnóstwo słoików z musami i chciałam spróbować czegoś innego.

Pare dni później do Warszawy przyjechała moja mama i przywiozła dzieciom cały słoik suszonych jabłek ze swojego ogródka. Susz zniknął na moich oczach z szybkością Strusia Pędziwiatra...Wtedy już wiedziałam co zrobię z moimi owocami...:)

Od tej pory moje dzieciaki dostają do szkoły ode mnie suszone owoce: jabłka, kiwi, banany, gruszki. Warto zaznaczyć, że susz stanowi lepsze źródło energii niż świeże owoce,  co w szczególności jest ważne dla naszych dzieci podczas długiego i męczącego dnia w szkole. UWAGA: Suszone owoce mają dosyć wysoki indeks glikemiczny i nie są polecane dla osób z cukrzycą.

Suszyć owoce możemy na dwa sposoby. Ja zakupiłam sobie suszarkę do owoców- koszt to około 100 zł. W zależności jakie owoce chcemy wysuszyć, potrzebują one różnych czasów takiej obróbki. Dla przykładu jabłka suszymy w 70 stopniach Celsjusza, przez około 6 godzin. Do każdej suszarki dołączona jest instrukcja wraz z listą produktów i potrzebnych parametrów obróbki cieplnej.

Drugim sposobem jest suszenie w piekarniku. Jabłka kroimy w talarki i nie obieramy ze skórki. Aby nie straciły swojego koloru warto je zanurzyć na chwilę w wodzie z sokiem cytrynowym lub kwaskiem cytrynowym. Tak przygotowane owoce układamy na blaszce pokrytej papierem do pieczenia. Obróbka cieplna odbywa się w 70 stopniach Celsjusza. Kiedy owoce będą już sztywne, oznacza że są gotowe.

Pamiętaj o przyprawach :) Jabłuszka warto posypać cynamonem. PALCE LIZAĆ! :) 

Gadżety Miniaturka postu

Nie potrzebuje laktatora, będę karmić piersią

Tak często słyszę tę opinię wśród mam kompletujących wyprawkę, że pomyślałam, iż warto przyjrzeć się dokładniej, czy karmiąc piersią potrzebujemy jakieś akcesoria, czy też faktycznie wystarczy pierś i dziecko i… temat pozamiatany.

Do sprawy laktatora wrócę za chwilę, ale zanim napisałam pierwsze zdanie, postanowiłam przygotować sobie do zdjęć jeszcze kilka gadżetów – pomyślałam, że zgromadzenie ich w jednym miejscu i spojrzenie na nie w komplecie bardzo ułatwi mi klarowne rozplanowanie tego artykułu i sprawdzenie co i ile właściwie potrzebujemy, aby wygodnie karmić piersią.

Sama karmiłam moją córkę 2 lata, najpierw z ogromem wątpliwości czy się uda, jak długo dam radę, ja się będę z tym czuła. Pierwszy cel, który sobie postawiłam – 3 miesiące… Czy było łatwo? Na początku tak – gdyż moje dziecko pokochało pierś miłością bezgraniczną, bezwarunkową i bezproblemową, nawet nie wiedziałam kiedy, a już sobie w najlepsze z nią radziła i nie zamierzała nic w tej kwestii zmieniać ani utrudniać.

Ze mną było trochę inaczej – podczas całej mojej przygody z karmieniem zebrałam komplet przeżyć – wysuszone i obolałe brodawki, nawał pokarmu, pierwsze nieudane próby odciągania, nieświadomość, że maść na brodawki warto i trzeba stosować od samego początku i bez przerw, zastoje pokarmu i zapalenia piersi – ale… im dłużej karmiłam tym bardziej odkrywałam, jakie to miłe i przede wszystkim bardzo wygodne. 

Dużo w tamtym czasie podróżowałam z córką, więc możliwość nakarmienia jej w każdym momencie i miejscu bez potrzeby przygotowania pokarmu niesamowicie ułatwiała życie.

Ale, co najważniejsze karmienie piersią było cudownym elementem budowania bliskości z moim maleństwem, czymś czego wcześniej zupełnie nie potrafiłam sobie wyobrazić ani zrozumieć, dopóki tego sama nie poczułam.

Moja przygoda trwała 2 lata i właściwie zakończyła się decyzją mojej córki, która była już całkowicie gotowa, aby odstawić pierś i po prostu któregoś wieczoru powiedziała po prostu „Nieee, jus nieee…” 

Wniosek – cieszę się, że dałam sobie/nam szansę, aby doświadczyć jak to jest naprawdę i to w naszym konkretnym przypadku. To była akurat ta sytuacja, gdzie warto spróbować na własnej skórze, a jak się nie spróbuje to może nas ominąć coś naprawdę fajnego…

Wracając do naszych gadżetów i rzetelnych przygotowań do tego artykułu…

W słoneczne letnie popołudnie pojechałam więc do Muppetshop i z listą wyprawkową w ręku zaczęłam przeglądać co tam mamy na półkach oprócz tytułowego laktatora….

I tu spotkała mnie spora niespodzianka, okazało się, że stosik rzeczy rośnie, a ja dokładam kolejne i kolejne…

Przede wszystkim „koszula najbliższa ciału”… więc zaczynijmy od „ubrań do karmienia” - przede wszystkim staników i koszulek. Karmiące mamy naprawdę mają już spory wybór wygodnych i ładnych koszul i tunik zaprojektowanych specjalnie na potrzeby porodu, pobytu w szpitalu i karmienia piersią. Całe szczęście do przeszłości należą już czasy kiedy miałyśmy wybór między uroczą koszula w różowe słoniki, a jeszcze bardziej uroczym wzorem w żabki, tudzież kwiatowy rzucik rodem wprost z brytyjskiej tapety łazienkowej…

Na rynku znajdziemy zarówno bawełniane piżamy w stonowanych kolorach, jak i wykonane z bambusowej dzianiny delikatne w dotyku i bardzo wygodne na czas ciąży i karmienia piersią tuniki w odcieniach szarości, bieli, czy czerni. Dyskretne i eleganckie, niektóre pakowane w zestawy ze szlafrokiem – mają doskonale przemyślany krój ułatwiający szybkie odkrycie piersi i nakarmienie maluszka. Projektantki (!) nie zapomniały nawet o tak ważnym szczególe jak kieszenie – doskonale przydają się w szpitalu i podczas codziennej krzątaniny w domu. Wyjątkowo lubię w tym obszarze zarówno tuniki Hug Gallery, jak i Francis & Henry, obie marki wymyślone i zaprojektowane od podstaw przez polskie projektantki. W każdej znajdziecie różne kroje i sposoby odkrywania piersi – wystarczy wybrać swój ulubiony.

Karmienie piersią wymaga również wygodnej, dobrze przemyślanej bielizny (takiej jak na przykład skandynawska marka Carriwell) – staników stabilnie podtrzymujących piersi, a jednocześnie nie uciskających i nie powodujących zatorów kanalików. Tutaj również możemy wybierać pomiędzy różnymi sposobami odpinania stanika, jak również pomiędzy wersją bez fiszbin lub z fiszbinami, ale żelowymi – pod wpływem temperatury ciała takie fiszbiny delikatnie, odpowiednio układają się pod piersią, nie powodując ucisków.

A jak już jesteśmy przy stanikach, to oczywiście nie sposób pominąć wkładki laktacyjne, które skutecznie zapobiegają plamom na ubraniach. Jest ich na rynku spory wybór, warto wypróbować rożne – ważne tutaj jest stabilne mocowanie, grubość i chłonność wkładki – są modele jednocześnie bardzo cienkie i super chłonne – i takie właśnie są najwygodniejsze.

Karmić piersią można w kilku różnych pozycjach – siedzących bądź na leżąco – wiele mam bardzo chętnie korzysta ze specjalnej poduszki do karmienia, na której można wygodnie ułożyć niemowlę i odciążyć rękę.

Często jesteśmy w sytuacji, kiedy musimy nakarmić dziecko w miejscu publicznym, albo w obecności innych osób – wtedy bardzo przydatna może być lekka, przewiewna duża bawełniana pieluszka – otulacz, taka jak na przykład marki Lodger. Możemy nią łatwo i wygodnie okryć siebie i dziecko i w pełnej dyskrecji nakarmić maluszka, gdziekolwiek jesteśmy.

Jak widzicie tych akcesoriów – jakżeż przydatnych ułatwiających życie – związanych karmieniem, okazuje się być sporo. Ale wracając do tytułowej kwestii laktatora – przyda się czy też nie przy karmieniu piersią?

W tym temacie jestem w 100% na TAK! A oto kilka argumentów dlaczego:

1. moment karmienia dziecka jest cudowną, wyjątkową chwilą. Warto pozwolić również tacie dziecka cieszyć się tym szczególnym przeżyciem. Jak to zrobić? LAKTATOR…

2. tuż po urodzeniu dziecka wiele kobiet doświadcza tak zwanego nawału pokarmowego – piersi produkują już dużo, a dziecko jeszcze nie potrafi, albo nie może wszystkiego przyjąć – wtedy łatwo o zator i bolesne zapalenie piersi… Co pomoże i przyniesie ulgę przeładowanym piersiom? LAKTATOR…

3. może nie na samym początku, ale trochę później, kiedy nadal chcemy jeszcze wyłącznie karmić piersią bez używania MM, ale potrzebujemy czasami gdzieś wyjść na kilka godzin (nawet przewietrzyć głowę i pogadać z przyjaciółką) i zostawić dziecko pod opieką w domu… Odciągnięty wcześniej pokarm daje nam tę odrobinę elastyczności, kiedy akurat jej potrzebujemy – zarówno w sytuacjach zaplanowanych, jak i nagłych. I znowu to samo… LAKTATOR 

4. i jeszcze jedna sytuacja – najmniej przyjemna, ale przecież zupełnie prawdopodobna, gdyż akurat przydarzyła się konkretnie mi samej – absolutnej fance karmienia piersią…

Otóż może nam się zdarzyć kilkudniowa choroba, wymagająca zastosowania leków, które z kolei wymagają odstawienia dziecka od piersi. Wiele dzieci, tak w jednym momencie absolutnie nie chce przestawić się z ulubionego pokarmu Mamy na MM. Ono naprawdę smakuje po prostu inaczej…

Przy wykorzystaniu laktatora można śmiało regularnie „bawić się” w chomika i robić zapasy pokarmu zamrożonego w specjalnych woreczkach w zamrażalniku. Przy odpowiednim zapasie można dziecko nawet na kilka dni karmić naturalnym pokarmem butelką, a swój pokarm podczas przyjmowania leków odciągać laktatorem i wylewać. W ten sposób dziecko nadal jest karmione wyłącznie pokarmem Mamy, a Mama jest w stanie utrzymać laktację. 

Ten LAKTATOR to jednak prawdziwy Przyjaciel karmiącej mamy…

I jeszcze jeden ostatni gadżecik na koniec, zupełny drobiazg – w kontekście tego co napisałam na temat laktatora.

Warto od samego początku uczyć dziecko picia z butelki – po prostu samej umiejętności. Wbrew pozorom akurat kiedy MUSIMY podać dziecku coś z butelki w jakiejś nagłej sytuacji, wtedy może okazać się, że maluszek nieprzyzwyczajony do smoczka nie będzie umiał, albo po prostu chciał pić w ten sposób.

I klops… Stres, niepotrzebne nerwy…

Karmienie piersią jest ogromną wartością, radością i wyjątkową sprawą po prostu, tu nie ma żadnych wątpliwości, ale zawsze warto patrzeć szerzej i być przygotowaną na różne sytuacje które mogą się zdarzyć. 

A wiedza o dostępnych, przydatnych gadżetach po prostu bardzo ułatwia życie… 

Wracając więc do tytułu dzisiejszego artykułu – otóż „TAK, karmię piersią, dlatego laktator mam zawsze pod ręką!”

Ewelina Gawlik – mama Nadii, projektantka wnętrz i specjalista w dziedzinie marketingu.Jako właścicielka Muppetshop, znanego i lubianego butiku z tzw. „lifestyle’m rodzinnym“, od lat wyznacza trendy na rynku dziecięcym, tworzy i wprowadza na rynek innowacyjne produkty dla rodziców i dzieci oraz kompleksowo doradza rodzicom oczekującym dziecka w wyborze wyprawki.Bliska jest jej teoria Marii Montessori, wierzy, że kompetentne i szczęśliwe dziecko wyrasta na szczęśliwego dorosłego człowieka.Kocha podróże, design i dobrą kuchnię. Na łamach Maybe Baby dzieli się z czytelnikami informacjami o ciekawych i przydatnych produktach dla dzieci oraz projektowaniu wnętrz dla dzieci.

Przepisy Miniaturka postu

ZDROWA SZKOŁA- Ciasteczka jaglane z żurawiną.

SKŁADNIKI 

- pół szklanki kaszy jaglanej

- łyżka miodu (lub wg uznania)

- Jajko

- 50 g masła (miękkiego) 

- 100 g mąki jaglanej 

- garść żurawiny 

PRZYGOTOWANIE

1. Wypłukać i ugotować kasze jaglaną według przepisu na opakowaniu. Odcedzić oraz ostudzić 

2. Kasze jaglaną przesypujemy do miski i dodajemy resztę składników. Wszystko dokładnie mieszamy. 

3. Blachę wykładamy papierem, a piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni.

4. Uformować płaskie ciasteczka na blaszce i umieścić w piekarniku

5. Pieczemy około 35-40 minut aż będą kruche 

RADA:  Do ciastek możesz dodać co tylko chcesz. Moje ciasteczka mają w sobie żurawinę, ale możesz skorzystać z rodzynek, orzechów, daktyli, pistacji, suszonych owoców i innych ulubionych dobrodziejstw :) 

Z pamiętnika Miniaturka postu

Szkoła na poważnie.

Jak dziś pamiętam to drżenie serca kiedy Amelka szła do pierwszej klasy. Łzy wzruszenia płynęły po policzkach niczym Niagara, a ja bałam się bardziej tego momentu niż wtedy, kiedy sama stałam się pierwszoklasistką. Reforma edukacji dosięgnęła moją córkę, a ja mogłam tylko obserwować i uczyć się na własnych błędach. Teraz po trzech latach, kiedy przyszła kolej na mojego syna, jestem bogatsza o wachlarz różnorakich doświadczeń. Począwszy od problemów, po rozczarowania, ale i piękne dni dzięki którym byłam najbardziej dumną matką pod słońcem.Przeczytaj co ma Ci do przekazania Ciocia Edytka. Może pomoże Ci to uniknąć błędów, które ja sama popełniłam na początku naszej rodzinno-szkolnej przygody.1. NIC NA SIŁENo właśnie… Nic na siłę, pod warunkiem, że reforma edukacji nie będzie zmieniała się jak w kalejdoskopie oraz za każdym razem, kiedy swoje poselskie stołki zmienią partyjnego właściciela. Mam wrażenie, że każdy nowo wybrany minister edukacji działa a casu ad casum. (od przypadku do przypadku) i nie ma pojęcia o tym, że to właśnie niezmienność decyzji i stabilizacja jest najlepszą receptą na prawidłowe funkcjonowanie naszych dzieci w szkole. Finał jest taki, że rodzice są zdezorientowani, dzieci przestraszone i nawet szkoły nie wiedzą co je czeka w najbliższych latach. Ja gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym wszystko, aby moje dziecko poszło do szkoły w wieku 7, a nie 6 lat. Biję się w pierś, że tego nie zrobiłam. Teraz już wiem, że na etapie zerówki, nie ma najmniejszej szansy, aby wyłapać problemy u dziecka, które mogą się pojawić w późniejszych latach, nasilić się, a co gorsza zaważyć na całej późniejszej edukacji naszej pociechy. W przypadku mojej Amelii z pewnością potrzebowała jeszcze tego jednego roku więcej…2. ZACHĘCAJ!Ile razy już wypowiedzieliście? „Dobrze, że już idziesz do szkoły, to trochę się ogarniesz” lub „ Jak pójdziesz do szkoły to się skończą hocki klocki” No tak… Ja sama złapałam się na tym, że kiedy ręce mi już opadały to słowo „szkoła” było zacnie mobilizujące i ustawiające moje dzieci do pionu… Z tym że, działa to dosłownie na chwilę i tak naprawdę nie ma najmniejszego sensu… Kolorowa szkoła w jego oczach staje się wiktoriańskim zamkiem Rodziny Addamsów. Mało tego, po kilku chwilach grozy, okaże się jednak, że szkoła jest „cool”, więc Twoje straszenie będzie tylko standardową „gadką szmatką”. W finale Twoje akcje diametralnie polecą w dół… Następnym razem, będzie wiadomo, że po prostu ściemniasz…3. NA DOBRY START.Czasami warto w nieco oryginalny sposób zachęcić swoje dziecko do szkoły :) Jeżeli Twoja pociecha marzyła o hulajnodze, deskorolce czy rowerze, a do szkoły nie musicie dojeżdżać komunikacją, to dobry moment aby taki pojazd zakupić. Pozytywne skojarzenia i korzystny start na nowej drodze edukacji dziecka jest w mojej ocenie bardzo ważny. Taki mobilny prezent, może spowodować, że emocje związane ze szkołą nieco zelżą. Szczęście dziecka związane z otrzymaniem upragnionego prezentu najparwdopodobniej przeniesie się także na aprobatę w stosunku do szkoły.4. ANGAŻUJ!O tym, aby angażować dziecko w przygotowania do szkolnej przygody mówiłam na moim kanale YouTube Maybe Baby. To bardzo ważne, aby dziecko wybrało sobie takie atrybuty, aby mogły mu pomóc oswoić się z nowym miejscem. Niech to będzie Wasz zakupowy dzień. Wybierzcie się razem do najbliższego papierniczego i pozwól dzieciakowi zadecydować o tym, jakie będzie miał zeszyty, kredki i piórnik. Spróbuj zacisnąć zęby, nawet jeżeli wyda Ci się coś brzydkie czy absurdalne. W domu wszystko porozkładajcie i zachęć pociechę, aby z Twoją pomocą sama podpisała zeszyty i spakowała tornister :)5.AMULET NA SZCZĘŚCIEPsychologia, psychologia i jeszcze raz pozytywne podejście :) Możecie puścić wodzę fantazji i wybrać tzw amulet, który będzie Twojemu dziecku przynosił szczęście i codziennie towarzyszył w szkolnej przygodzie. Może to być pluszak, zegarek, notesik, breloczek, długopis… Cokolwiek tylko chcecie i co będzie mieściło się w plecaku. Ważne żeby działało i spełniało swoją funkcję. Oczywiście to placebo, ale tylko Ty będziesz o tym wiedzieć. Dla dziecka wszystko, co go wspiera w nowych okolicznościach i wzbudza w nim poczucie bezpieczeństwa, będzie spełniało swoje zadanie. Szczęśliwe dziecko to spokojne i skoncentrowane dziecko :) a przy takim amulecie przecież wszystko się na pewno uda :)6. WSPIERAJ I ROZWIJAJCzas szkoły to także odpowiedni moment na poważniejsze rozmowy i decyzje. Zapytaj się swojego dziecka co go interesuje i o czym marzy. Może istnieje już jakiś obszar zainteresowań Waszej pociechy, na który powinniście zwrócić uwagę i w szczególny sposób rozwijać. Sprawdźcie grafik szkolnych zajęć dodatkowych oraz to co się dzieje w okolicy. Być może akurat traficie na zajęcia dodatkowe, które zainteresują Wasze dziecko i pozwolą mu rozwinąć skrzydła. Ja u siebie w domu wprowadziłam jednak jedną zasadę. Mianowicie, jeżeli moje dzieci zaczynają dane zajęcia dodatkowe i są co do nich przekonane, powinny je kontynuować aż do końca roku szkolnego. Takie podejście uczy przy okazji dzieciaki autodyscypliny, konsekwencji oraz podejmowania przemyślanych decyzji.7. NAWYKI PRZEDE WSZYSTKIMTo kolejny punkt, który znam dobrze z własnych doświadczeń. Staraj się pilnować swoje dziecko od samego początku roku szkolnego, aby weszły mu w krew poprawne nawyki. Pokaż jak należy dbać o przybory, zeszyty i książki. Ja dostawałam szału kiedy, średnio co trzy dni musiałam kupować nowe ołówki. Po pewnym czasie, kiedy zobaczyłam, że córka zapisuje co drugą stronę w zeszycie, zaczęłam kłaść większy nacisk na estetykę prowadzenia zeszytu. Czytelne i starannie prowadzone notatki, owocują później szybszym przyswajaniem wiedzy przez dziecko. Pamiętam, że za każdym razem kiedy rozpoczyna się rok szkolny, nagadam się jak głupia: „żeby przybory były odpowiednio poukładane, bidon szczelnie zamknięty oraz położony w plecaku pionowo, aby nic się nie wylało, o tym gdzie jest stój na W-F i przede wszystkim za każdym razem blagam o nie gubieniu rzeczy”… Ehhh… Taki los matki ;)8. OBSERWUJ, A NIE WYRĘCZAJJak widzisz swoje dziecko, które nieudolnie próbuje zawiązać buty, masz ochotę przejąć pałeczkę bo nie możesz już na to patrzeć? Dodatkowo zegar bije, a Wy powinniście już 5 minut temu wyjść z domu? No tak… Nie martw się, mam to samo, jednak robiąc wszystko za nasze pociechy sami sobie na dłuższą metę szkodzimy. Po kilku dniach, Twoje dzieci nie tylko nie będą chciały się schylić, aby podnieść upuszczony przez siebie papierek, ale będą od Ciebie wręcz wymagały, że zrobisz to za nie. Klasyka gatunku… Szkoła również jest potrzebna nam dorosłym po to, abyśmy mogli zdystansować się do tego co źle robimy w stosunku do naszych dzieci… To odpowiedni czas na zmodyfikowanie naszego zachowania względem pociech. Dajmy im nieco więcej życiowej przestrzeni z dala on naszego przewrażliwienia na ich punkcie… Pamiętaj, że za niedługo czeka Was pierwsza zielona szkoła, na której będziesz zapewne nieobecna…:)9. TOLERANCJA I TEGO CZEGO TOLEROWAĆ NIE MOŻNA.Ucz i pokazuj dziecku, że świat jest wielobarwny, wielokulturowy, wielowyznaniowy i przez to bardzo piękny. Moje dzieci uczęszczają do szkoły, gdzie są dzieci z różnych zakątków świata. Tłumacze im, że to niezwykły przywilej, iż mogą poznać kulturę innych państw dzięki swoim koleżankom i kolegom. Amelia dobrze wie, co to jest rasizm, jakie zachowania są niedopuszczalne i że zawsze należy szanować osoby, które wyglądają i mówią inaczej niż my. Przy okazji takich rozmów możesz zaznaczyć jakie zachowania są niedopuszczalne, gdzie są granice przyzwoitości oraz nietykalności osobistej. Porozmawiajcie o przemocy i o tym, że nikt nie ma prawa dotykać ciała Twojego dziecka. Koniecznie poruszcie te bardzo ważne aspekty odpowiedniego funkcjonowania Waszego dziecka w środowisku szkolnym… 10. ZAUFAJTak łatwo powiedzieć „zaufaj”, a gorzej wcielić w życie, kiedy widzisz przed sobą siedmiolatka, który jeszcze niedawno siedział na nocniku i wołał do Ciebie: „mamo! kupa!” Czas jednak biegnie nieubłaganie, dzieci dorastają, a my musimy w końcu kiedyś umieć odciąć pępowinę. Jeszcze chwila, a będą musieli sami zacząć chodzić do szkoły, robić sobie kanapki, nosić klucze od domu w plecaku i sami przygotowywać się na kolejne egzaminy i nowe etapy edukacji. Tak już w życiu bywa, że synów rodzimy dla innych kobiet, a córki dla innych mężczyzn. Musimy im zaufać i pogodzić się z ich życiowymi wyborami. Zacznij trenować już teraz…Edyta Pazura1. Plecak Mueslii- www.muppetshop.eu2. Zegarek Pappwatch- www.muppetshop.eu3. Małpka Franck Fisher- www.lulilai.pl4. Hulajnoga Maxi-Micro- www.muppetshop.eu5. Lunchboxy- www.kidy.pl6. Balerinki i strój baletowy- www.muppetshop.eu7. Komplet dresowy w owieczki i liski- www.dearsophie.pl

Porady Miniaturka postu

I trymestr ciaży – co badamy i dlaczego badamy?

Pierwsze symptomy ciąży pojawiają się po ok 10 dniach od zapłodnienia, jednak są prawie niezauważalne. Te bardziej wyraźne przychodzą ok. 4-6 tygodnia i łatwo pomylić z niestrawnością. Są nimi mdłości, senność czy zawroty głowy. Poranne nudności czy wymioty to skutek wysokiego stężenia gonadotropiny (hCG). Ten hormon badamy w testach ciążowych – dwie kreski pojawiają się wtedy, kiedy wzrasta jego poziom. Jeśli wynik testu jest pozytywny, to ok. 2 tygodniach po zatrzymaniu miesiączki trzeba umówić się na wizytę u ginekologa, który potwierdzi ciążę i zleci cykl badań. Należą do nich:

USG w I trymestrze i badania genetyczne – pierwsze USG dobrze jest wykonać między 6 a 8 tygodniem ciąży. Jest ono przeprowadzane dopochwowo po to, by ocenić czy w ogóle ciąża istnieje, czy jest jeden zarodek, czy więcej, czy prawidłowo się zagnieździł i czy bije serduszko. Kolejne badanie ultrasonograficzne przeprowadzane jest między 11 a 14 tygodniem i jest to badanie w kierunku ewentualnych wad genetycznych. Lekarz ocenia przezierność karku maluszka, by wykluczyć zespół Downa i inne ciężkie wady. Pozwala ono w miarę dokładnie określić ‘wiek ciąży’, anatomię płodu i ocenić ryzyko wad chromosomalnych w ok. 65% 

Aby uzyskać dokładniejszy wynik, kobieta powinna dodatkowo wykonać test PAPP-A, a w razie negatywnego wyniku – amniopunkcję. Dla pacjentek ze wskazaniami są to badania refundowane. Natomiast odpłatnie można wykonać testy pozakomórkowego DNA płodu, znajdujące się we krwi matki – cff-DNA (ang. cell-free fetal DNA). „Badania prenatalne wykonywane są w celu wykrycia nieprawidłowości genetycznych i anatomicznych dziecka przed jego urodzeniem. Dostępne w naszym szpitalu testy NIFTY (od 12 tygodnia ciąży), PANORAMA czy HARMONY, wykonywane już po 10 tyg. ciąży i są badaniami w pełni bezpiecznymi, bo nieinwazyjnymi i dają pewność na poziomie 99%. Zalecane są wszystkim kobietom w ciąży, nie tylko po 35 roku życia” – mówi Ewa Kurowska, lekarz ginekolog-położnik ze Szpitala Medicover.

Morfologia – normy dla ciężarnych

Hemoglobina (Hb, HGB) – norma: 11-14 g/dl. Jeśli poziom jest niższy prawdopodobnie istnieje anemia.

Erytrocyty, krwinki czerwone (E, RBC) – norma 3,5-4,5 mln/mikrolitr. U przyszłej mamy ich ilość naturalnie spada z powodu m.in. niedoboru witaminy B12, kwasu foliowego i żelaza.

Leukocyty, krwinki białe (L, WBC) – norma do 15 tys./mikrolitr. 

Płytki krwi, trombocyty (PLT) – norma: 150-400 tys./mikrolitr. To wskaźnik krzepliwości krwi, jeśli płytek jest początkowo za mało może dojść do krwawienia, a nawet poronienia.

• Hematokryt, gęstość krwi (Hct) – norma 37-52%. To wypadkowa proporcji wszystkich czerwonokrwinkowych składników krwi. Wyższa proporcja pojawia się przy odwodnieniu a niższa przy anemii.

• Żelazo całkowite – norma 60-150 mikrogram/dl. Niedostatek żelaza jest bardzo częstym zjawiskiem wśród przyszłych mam i zazwyczaj nie wystarcza uzupełnienie tego pierwiastka dietą, ale suplementami.

Cytomegalia - ujemne IgM i IgG oznacza brak zakażenia; dodatnie IgM i ujemny IgG – niedawne, świeże zakażenie; dodatnie IgM i IgG – bycie w trakcie choroby; ujemny IgM i dodatni IgG -stan po przebyciu choroby, nabyta odporność

WR – odczyn Wassermanna, to badanie w kierunku kiły. Potwierdza ono lub wyklucza obecność bakterii krętka bladego, który tylko do 16 tygodnia może przeniknąć do organizmu płodu przez łożysko. Zatem szybkie wykrycie choroby jest niezbędne do skutecznego leczenia, czyli antybiotykoterapii, która uchroni przed konsekwencjami rozwoju kiły, czym może być nawet obumarcie płodu. 

Oznaczenie grupy krwi, czynnika Rh oraz obecności przeciwciał – należy sprawdzić, czy poza rodzajem grupy krwi czyli A, B, AB lub 0 przyszła mama posiada również antygen Rh. Jeśli tak, krew określamy grupą Rh+ (ok. 85% kobiet), jeśli on nie określamy Rh- (ok. 15% kobiet). Kiedy mama nie posiada antygenu, a tata owszem, ich dziecko w 75% ma szansę być Rh+. W takiej sytuacji, w przypadku krwawienia, poronienia lub ciąży pozamacicznej może dojść do przecieku Rh+ krwi płodu do krążenia Rh- matki. Dla jej organizmu krwinki płodu są obce i dlatego wytwarza przeciwko nim przeciwciała. W kolejnej ciąży, gdzie płód jest Rh+ układ immunologiczny mamy produkuje przeciwciała, które będą uszkadzały organizm dziecka. Wówczas mamy do czynienia z konfliktem serologicznym. 

Badanie przeciwciał przeciwko toksoplazmozie powinno zostać zrobione do 10 tygodnia ciąży. Profilaktycznie zaleca się, by wykonała je każda przyszła mama, a szczególnie ta, która posiada w domu kota (lub ma częsty kontakt ze zwierzakiem), lubi surowe mięso (np. tatara) czy też często ma styka się z glebą (np. prace ogrodowe). Toksoplazmoza, zwana również ‘chorobą brudnych rąk’, j może prowadzić do bardzo poważnych wad, takich jak uszkodzenie mózgu, wzroku, słuchu czy do opóźnienia rozwoju umysłowego. Dzieje się tak wtedy, kiedy odpowiedzialny za nią pasożyt atakuje kobietę w ciąży. Jeśli zaatakuje wcześniej (przed zapłodnieniem), organizm mamy jest uodporniony a dziecko bezpieczne. Wtedy zatem, kiedy wynik badania jest dodatni, czyli potwierdza się przeciwciała w surowicy krwi, nie ma powodów do zmartwień. Jeśli jednak jest negatywny – badanie trzeba regularnie powtarzać, by obserwować ewentualne pojawienie się przeciwciał, czyli sygnału, że pasożyt zaatakował.  

Badanie w kierunku cytomegalii, choroby atakującej układ odpornościowy. Objawy cytomegalii są dość słabo zauważalne, a sam wirus (podobny do wirusa opryszczki) dla osoby dorosłej – stosunkowo niegroźny. Inaczej sprawa się ma w przypadku dziecka w łonie, kiedy jego układ odpornościowy jeszcze się nie wykształcił. W I trymestrze ciąży wirus może doprowadzić nawet poronienia, w II trymestrze – do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, a w III – do padaczki czy niedorozwoju umysłowego. Dlatego koniecznie trzeba zbadać już na początku ciąży krew mamy pod kątem obecności przeciwciał IgG oraz IgM. 

Początek ciąży to trudny a zarazem bardzo ważny okres dla mamy i dziecka. Jeśli więc kobieta ją u siebie podejrzewa, powinna jak najszybciej udać się do ginekologa, a potem terminowo wykonywać wszystkie zlecane badania i bezzwłocznie konsultować ich wyniki.

Autor: Zespół szpitala Medicover www.porody.medicover.pl

O AUTORCE

Z wykształcenia jestem marketingowcem. Ukończyłam studia magisterskie z zarządzania i doradztwa gospodarczego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Póżniej dodatkowo kształciłam się na Akademii Leona Koźmińskiego, kończąc między innymi studia z obszaru zarządzania w sektorze medialnym. Mam wiele pasji: kocham gotować i fotografować. Po tym jak sama zaaranżowałam swój dom, moim wielkim zamiłowaniem stało się projektowanie wnętrz.
Czytaj więcej..

#Mój instagram
Kontakt:
imaybebaby@imaybebaby.com
Liczba odwiedzin
127766