Zakładki

Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu
Miniaturka postu

Najnowsze posty

Przepisy Miniaturka postu

ZDROWA SZKOŁA- Ciasteczka jaglane z żurawiną.

SKŁADNIKI 

- pół szklanki kaszy jaglanej

- łyżka miodu (lub wg uznania)

- Jajko

- 50 g masła (miękkiego) 

- 100 g mąki jaglanej 

- garść żurawiny 

PRZYGOTOWANIE

1. Wypłukać i ugotować kasze jaglaną według przepisu na opakowaniu. Odcedzić oraz ostudzić 

2. Kasze jaglaną przesypujemy do miski i dodajemy resztę składników. Wszystko dokładnie mieszamy. 

3. Blachę wykładamy papierem, a piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni.

4. Uformować płaskie ciasteczka na blaszce i umieścić w piekarniku

5. Pieczemy około 35-40 minut aż będą kruche 

RADA:  Do ciastek możesz dodać co tylko chcesz. Moje ciasteczka mają w sobie żurawinę, ale możesz skorzystać z rodzynek, orzechów, daktyli, pistacji, suszonych owoców i innych ulubionych dobrodziejstw :) 

Z pamiętnika Miniaturka postu

Szkoła na poważnie.

Jak dziś pamiętam to drżenie serca kiedy Amelka szła do pierwszej klasy. Łzy wzruszenia płynęły po policzkach niczym Niagara, a ja bałam się bardziej tego momentu niż wtedy, kiedy sama stałam się pierwszoklasistką. Reforma edukacji dosięgnęła moją córkę, a ja mogłam tylko obserwować i uczyć się na własnych błędach. Teraz po trzech latach, kiedy przyszła kolej na mojego syna, jestem bogatsza o wachlarz różnorakich doświadczeń. Począwszy od problemów, po rozczarowania, ale i piękne dni dzięki którym byłam najbardziej dumną matką pod słońcem.Przeczytaj co ma Ci do przekazania Ciocia Edytka. Może pomoże Ci to uniknąć błędów, które ja sama popełniłam na początku naszej rodzinno-szkolnej przygody.1. NIC NA SIŁENo właśnie… Nic na siłę, pod warunkiem, że reforma edukacji nie będzie zmieniała się jak w kalejdoskopie oraz za każdym razem, kiedy swoje poselskie stołki zmienią partyjnego właściciela. Mam wrażenie, że każdy nowo wybrany minister edukacji działa a casu ad casum. (od przypadku do przypadku) i nie ma pojęcia o tym, że to właśnie niezmienność decyzji i stabilizacja jest najlepszą receptą na prawidłowe funkcjonowanie naszych dzieci w szkole. Finał jest taki, że rodzice są zdezorientowani, dzieci przestraszone i nawet szkoły nie wiedzą co je czeka w najbliższych latach. Ja gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym wszystko, aby moje dziecko poszło do szkoły w wieku 7, a nie 6 lat. Biję się w pierś, że tego nie zrobiłam. Teraz już wiem, że na etapie zerówki, nie ma najmniejszej szansy, aby wyłapać problemy u dziecka, które mogą się pojawić w późniejszych latach, nasilić się, a co gorsza zaważyć na całej późniejszej edukacji naszej pociechy. W przypadku mojej Amelii z pewnością potrzebowała jeszcze tego jednego roku więcej…2. ZACHĘCAJ!Ile razy już wypowiedzieliście? „Dobrze, że już idziesz do szkoły, to trochę się ogarniesz” lub „ Jak pójdziesz do szkoły to się skończą hocki klocki” No tak… Ja sama złapałam się na tym, że kiedy ręce mi już opadały to słowo „szkoła” było zacnie mobilizujące i ustawiające moje dzieci do pionu… Z tym że, działa to dosłownie na chwilę i tak naprawdę nie ma najmniejszego sensu… Kolorowa szkoła w jego oczach staje się wiktoriańskim zamkiem Rodziny Addamsów. Mało tego, po kilku chwilach grozy, okaże się jednak, że szkoła jest „cool”, więc Twoje straszenie będzie tylko standardową „gadką szmatką”. W finale Twoje akcje diametralnie polecą w dół… Następnym razem, będzie wiadomo, że po prostu ściemniasz…3. NA DOBRY START.Czasami warto w nieco oryginalny sposób zachęcić swoje dziecko do szkoły :) Jeżeli Twoja pociecha marzyła o hulajnodze, deskorolce czy rowerze, a do szkoły nie musicie dojeżdżać komunikacją, to dobry moment aby taki pojazd zakupić. Pozytywne skojarzenia i korzystny start na nowej drodze edukacji dziecka jest w mojej ocenie bardzo ważny. Taki mobilny prezent, może spowodować, że emocje związane ze szkołą nieco zelżą. Szczęście dziecka związane z otrzymaniem upragnionego prezentu najparwdopodobniej przeniesie się także na aprobatę w stosunku do szkoły.4. ANGAŻUJ!O tym, aby angażować dziecko w przygotowania do szkolnej przygody mówiłam na moim kanale YouTube Maybe Baby. To bardzo ważne, aby dziecko wybrało sobie takie atrybuty, aby mogły mu pomóc oswoić się z nowym miejscem. Niech to będzie Wasz zakupowy dzień. Wybierzcie się razem do najbliższego papierniczego i pozwól dzieciakowi zadecydować o tym, jakie będzie miał zeszyty, kredki i piórnik. Spróbuj zacisnąć zęby, nawet jeżeli wyda Ci się coś brzydkie czy absurdalne. W domu wszystko porozkładajcie i zachęć pociechę, aby z Twoją pomocą sama podpisała zeszyty i spakowała tornister :)5.AMULET NA SZCZĘŚCIEPsychologia, psychologia i jeszcze raz pozytywne podejście :) Możecie puścić wodzę fantazji i wybrać tzw amulet, który będzie Twojemu dziecku przynosił szczęście i codziennie towarzyszył w szkolnej przygodzie. Może to być pluszak, zegarek, notesik, breloczek, długopis… Cokolwiek tylko chcecie i co będzie mieściło się w plecaku. Ważne żeby działało i spełniało swoją funkcję. Oczywiście to placebo, ale tylko Ty będziesz o tym wiedzieć. Dla dziecka wszystko, co go wspiera w nowych okolicznościach i wzbudza w nim poczucie bezpieczeństwa, będzie spełniało swoje zadanie. Szczęśliwe dziecko to spokojne i skoncentrowane dziecko :) a przy takim amulecie przecież wszystko się na pewno uda :)6. WSPIERAJ I ROZWIJAJCzas szkoły to także odpowiedni moment na poważniejsze rozmowy i decyzje. Zapytaj się swojego dziecka co go interesuje i o czym marzy. Może istnieje już jakiś obszar zainteresowań Waszej pociechy, na który powinniście zwrócić uwagę i w szczególny sposób rozwijać. Sprawdźcie grafik szkolnych zajęć dodatkowych oraz to co się dzieje w okolicy. Być może akurat traficie na zajęcia dodatkowe, które zainteresują Wasze dziecko i pozwolą mu rozwinąć skrzydła. Ja u siebie w domu wprowadziłam jednak jedną zasadę. Mianowicie, jeżeli moje dzieci zaczynają dane zajęcia dodatkowe i są co do nich przekonane, powinny je kontynuować aż do końca roku szkolnego. Takie podejście uczy przy okazji dzieciaki autodyscypliny, konsekwencji oraz podejmowania przemyślanych decyzji.7. NAWYKI PRZEDE WSZYSTKIMTo kolejny punkt, który znam dobrze z własnych doświadczeń. Staraj się pilnować swoje dziecko od samego początku roku szkolnego, aby weszły mu w krew poprawne nawyki. Pokaż jak należy dbać o przybory, zeszyty i książki. Ja dostawałam szału kiedy, średnio co trzy dni musiałam kupować nowe ołówki. Po pewnym czasie, kiedy zobaczyłam, że córka zapisuje co drugą stronę w zeszycie, zaczęłam kłaść większy nacisk na estetykę prowadzenia zeszytu. Czytelne i starannie prowadzone notatki, owocują później szybszym przyswajaniem wiedzy przez dziecko. Pamiętam, że za każdym razem kiedy rozpoczyna się rok szkolny, nagadam się jak głupia: „żeby przybory były odpowiednio poukładane, bidon szczelnie zamknięty oraz położony w plecaku pionowo, aby nic się nie wylało, o tym gdzie jest stój na W-F i przede wszystkim za każdym razem blagam o nie gubieniu rzeczy”… Ehhh… Taki los matki ;)8. OBSERWUJ, A NIE WYRĘCZAJJak widzisz swoje dziecko, które nieudolnie próbuje zawiązać buty, masz ochotę przejąć pałeczkę bo nie możesz już na to patrzeć? Dodatkowo zegar bije, a Wy powinniście już 5 minut temu wyjść z domu? No tak… Nie martw się, mam to samo, jednak robiąc wszystko za nasze pociechy sami sobie na dłuższą metę szkodzimy. Po kilku dniach, Twoje dzieci nie tylko nie będą chciały się schylić, aby podnieść upuszczony przez siebie papierek, ale będą od Ciebie wręcz wymagały, że zrobisz to za nie. Klasyka gatunku… Szkoła również jest potrzebna nam dorosłym po to, abyśmy mogli zdystansować się do tego co źle robimy w stosunku do naszych dzieci… To odpowiedni czas na zmodyfikowanie naszego zachowania względem pociech. Dajmy im nieco więcej życiowej przestrzeni z dala on naszego przewrażliwienia na ich punkcie… Pamiętaj, że za niedługo czeka Was pierwsza zielona szkoła, na której będziesz zapewne nieobecna…:)9. TOLERANCJA I TEGO CZEGO TOLEROWAĆ NIE MOŻNA.Ucz i pokazuj dziecku, że świat jest wielobarwny, wielokulturowy, wielowyznaniowy i przez to bardzo piękny. Moje dzieci uczęszczają do szkoły, gdzie są dzieci z różnych zakątków świata. Tłumacze im, że to niezwykły przywilej, iż mogą poznać kulturę innych państw dzięki swoim koleżankom i kolegom. Amelia dobrze wie, co to jest rasizm, jakie zachowania są niedopuszczalne i że zawsze należy szanować osoby, które wyglądają i mówią inaczej niż my. Przy okazji takich rozmów możesz zaznaczyć jakie zachowania są niedopuszczalne, gdzie są granice przyzwoitości oraz nietykalności osobistej. Porozmawiajcie o przemocy i o tym, że nikt nie ma prawa dotykać ciała Twojego dziecka. Koniecznie poruszcie te bardzo ważne aspekty odpowiedniego funkcjonowania Waszego dziecka w środowisku szkolnym… 10. ZAUFAJTak łatwo powiedzieć „zaufaj”, a gorzej wcielić w życie, kiedy widzisz przed sobą siedmiolatka, który jeszcze niedawno siedział na nocniku i wołał do Ciebie: „mamo! kupa!” Czas jednak biegnie nieubłaganie, dzieci dorastają, a my musimy w końcu kiedyś umieć odciąć pępowinę. Jeszcze chwila, a będą musieli sami zacząć chodzić do szkoły, robić sobie kanapki, nosić klucze od domu w plecaku i sami przygotowywać się na kolejne egzaminy i nowe etapy edukacji. Tak już w życiu bywa, że synów rodzimy dla innych kobiet, a córki dla innych mężczyzn. Musimy im zaufać i pogodzić się z ich życiowymi wyborami. Zacznij trenować już teraz…Edyta Pazura1. Plecak Mueslii- www.muppetshop.eu2. Zegarek Pappwatch- www.muppetshop.eu3. Małpka Franck Fisher- www.lulilai.pl4. Hulajnoga Maxi-Micro- www.muppetshop.eu5. Lunchboxy- www.kidy.pl6. Balerinki i strój baletowy- www.muppetshop.eu7. Komplet dresowy w owieczki i liski- www.dearsophie.pl

Porady Miniaturka postu

I trymestr ciaży – co badamy i dlaczego badamy?

Pierwsze symptomy ciąży pojawiają się po ok 10 dniach od zapłodnienia, jednak są prawie niezauważalne. Te bardziej wyraźne przychodzą ok. 4-6 tygodnia i łatwo pomylić z niestrawnością. Są nimi mdłości, senność czy zawroty głowy. Poranne nudności czy wymioty to skutek wysokiego stężenia gonadotropiny (hCG). Ten hormon badamy w testach ciążowych – dwie kreski pojawiają się wtedy, kiedy wzrasta jego poziom. Jeśli wynik testu jest pozytywny, to ok. 2 tygodniach po zatrzymaniu miesiączki trzeba umówić się na wizytę u ginekologa, który potwierdzi ciążę i zleci cykl badań. Należą do nich:

USG w I trymestrze i badania genetyczne – pierwsze USG dobrze jest wykonać między 6 a 8 tygodniem ciąży. Jest ono przeprowadzane dopochwowo po to, by ocenić czy w ogóle ciąża istnieje, czy jest jeden zarodek, czy więcej, czy prawidłowo się zagnieździł i czy bije serduszko. Kolejne badanie ultrasonograficzne przeprowadzane jest między 11 a 14 tygodniem i jest to badanie w kierunku ewentualnych wad genetycznych. Lekarz ocenia przezierność karku maluszka, by wykluczyć zespół Downa i inne ciężkie wady. Pozwala ono w miarę dokładnie określić ‘wiek ciąży’, anatomię płodu i ocenić ryzyko wad chromosomalnych w ok. 65% 

Aby uzyskać dokładniejszy wynik, kobieta powinna dodatkowo wykonać test PAPP-A, a w razie negatywnego wyniku – amniopunkcję. Dla pacjentek ze wskazaniami są to badania refundowane. Natomiast odpłatnie można wykonać testy pozakomórkowego DNA płodu, znajdujące się we krwi matki – cff-DNA (ang. cell-free fetal DNA). „Badania prenatalne wykonywane są w celu wykrycia nieprawidłowości genetycznych i anatomicznych dziecka przed jego urodzeniem. Dostępne w naszym szpitalu testy NIFTY (od 12 tygodnia ciąży), PANORAMA czy HARMONY, wykonywane już po 10 tyg. ciąży i są badaniami w pełni bezpiecznymi, bo nieinwazyjnymi i dają pewność na poziomie 99%. Zalecane są wszystkim kobietom w ciąży, nie tylko po 35 roku życia” – mówi Ewa Kurowska, lekarz ginekolog-położnik ze Szpitala Medicover.

Morfologia – normy dla ciężarnych

Hemoglobina (Hb, HGB) – norma: 11-14 g/dl. Jeśli poziom jest niższy prawdopodobnie istnieje anemia.

Erytrocyty, krwinki czerwone (E, RBC) – norma 3,5-4,5 mln/mikrolitr. U przyszłej mamy ich ilość naturalnie spada z powodu m.in. niedoboru witaminy B12, kwasu foliowego i żelaza.

Leukocyty, krwinki białe (L, WBC) – norma do 15 tys./mikrolitr. 

Płytki krwi, trombocyty (PLT) – norma: 150-400 tys./mikrolitr. To wskaźnik krzepliwości krwi, jeśli płytek jest początkowo za mało może dojść do krwawienia, a nawet poronienia.

• Hematokryt, gęstość krwi (Hct) – norma 37-52%. To wypadkowa proporcji wszystkich czerwonokrwinkowych składników krwi. Wyższa proporcja pojawia się przy odwodnieniu a niższa przy anemii.

• Żelazo całkowite – norma 60-150 mikrogram/dl. Niedostatek żelaza jest bardzo częstym zjawiskiem wśród przyszłych mam i zazwyczaj nie wystarcza uzupełnienie tego pierwiastka dietą, ale suplementami.

Cytomegalia - ujemne IgM i IgG oznacza brak zakażenia; dodatnie IgM i ujemny IgG – niedawne, świeże zakażenie; dodatnie IgM i IgG – bycie w trakcie choroby; ujemny IgM i dodatni IgG -stan po przebyciu choroby, nabyta odporność

WR – odczyn Wassermanna, to badanie w kierunku kiły. Potwierdza ono lub wyklucza obecność bakterii krętka bladego, który tylko do 16 tygodnia może przeniknąć do organizmu płodu przez łożysko. Zatem szybkie wykrycie choroby jest niezbędne do skutecznego leczenia, czyli antybiotykoterapii, która uchroni przed konsekwencjami rozwoju kiły, czym może być nawet obumarcie płodu. 

Oznaczenie grupy krwi, czynnika Rh oraz obecności przeciwciał – należy sprawdzić, czy poza rodzajem grupy krwi czyli A, B, AB lub 0 przyszła mama posiada również antygen Rh. Jeśli tak, krew określamy grupą Rh+ (ok. 85% kobiet), jeśli on nie określamy Rh- (ok. 15% kobiet). Kiedy mama nie posiada antygenu, a tata owszem, ich dziecko w 75% ma szansę być Rh+. W takiej sytuacji, w przypadku krwawienia, poronienia lub ciąży pozamacicznej może dojść do przecieku Rh+ krwi płodu do krążenia Rh- matki. Dla jej organizmu krwinki płodu są obce i dlatego wytwarza przeciwko nim przeciwciała. W kolejnej ciąży, gdzie płód jest Rh+ układ immunologiczny mamy produkuje przeciwciała, które będą uszkadzały organizm dziecka. Wówczas mamy do czynienia z konfliktem serologicznym. 

Badanie przeciwciał przeciwko toksoplazmozie powinno zostać zrobione do 10 tygodnia ciąży. Profilaktycznie zaleca się, by wykonała je każda przyszła mama, a szczególnie ta, która posiada w domu kota (lub ma częsty kontakt ze zwierzakiem), lubi surowe mięso (np. tatara) czy też często ma styka się z glebą (np. prace ogrodowe). Toksoplazmoza, zwana również ‘chorobą brudnych rąk’, j może prowadzić do bardzo poważnych wad, takich jak uszkodzenie mózgu, wzroku, słuchu czy do opóźnienia rozwoju umysłowego. Dzieje się tak wtedy, kiedy odpowiedzialny za nią pasożyt atakuje kobietę w ciąży. Jeśli zaatakuje wcześniej (przed zapłodnieniem), organizm mamy jest uodporniony a dziecko bezpieczne. Wtedy zatem, kiedy wynik badania jest dodatni, czyli potwierdza się przeciwciała w surowicy krwi, nie ma powodów do zmartwień. Jeśli jednak jest negatywny – badanie trzeba regularnie powtarzać, by obserwować ewentualne pojawienie się przeciwciał, czyli sygnału, że pasożyt zaatakował.  

Badanie w kierunku cytomegalii, choroby atakującej układ odpornościowy. Objawy cytomegalii są dość słabo zauważalne, a sam wirus (podobny do wirusa opryszczki) dla osoby dorosłej – stosunkowo niegroźny. Inaczej sprawa się ma w przypadku dziecka w łonie, kiedy jego układ odpornościowy jeszcze się nie wykształcił. W I trymestrze ciąży wirus może doprowadzić nawet poronienia, w II trymestrze – do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, a w III – do padaczki czy niedorozwoju umysłowego. Dlatego koniecznie trzeba zbadać już na początku ciąży krew mamy pod kątem obecności przeciwciał IgG oraz IgM. 

Początek ciąży to trudny a zarazem bardzo ważny okres dla mamy i dziecka. Jeśli więc kobieta ją u siebie podejrzewa, powinna jak najszybciej udać się do ginekologa, a potem terminowo wykonywać wszystkie zlecane badania i bezzwłocznie konsultować ich wyniki.

Autor: Zespół szpitala Medicover www.porody.medicover.pl

Z pamiętnika Miniaturka postu

Kiedy zapada cisza...

Jeżeli myślisz, że będzie to jedna z tych słodkich opowieści o infantylnym zabarwieniu to się mylisz… Przygotuj sobie chusteczkę, bo najprawdopodobniej będzie to jedna z bardziej wzruszających historii jaką miałaś/eś okazję przeczytać.

W moim domu od najmłodszych lat towarzyszyły mi zwierzęta. Jeżeli  miałabym wskazać za co najbardziej jestem wdzięczna moim rodzicom, to właśnie za możliwość życia wśród braci mniejszych. Kiedy przyszłam na świat, już od kilku lat w mojej rodzinie żył sobie Misiek. Tak właśnie. Wiem, że „Miśków” jak „Burków”, ale nasz Misiek był kundelkiem wyjątkowym… Mały, czarny o oczach jak dwa węgielki- po prostu upierdliwe cudo na czterech łapach…Za to ja, jako dziecko nie mniej upierdliwe od mojego czworonoga, dałam mu naprawdę ostro w kość: szarpałam, drapałam, ciągnęłam, gryzłam… A on? Ani drgnął, tylko dzielnie wytrzymywał moje szarpania i głośne krzyki. Co ciekawe, Misiek sam wyprowadzał się na spacery. Pare razy dziennie, pokonywał niestrudzenie dziesięć pięter nowohuckiego bloku z wielkiej płyty. Mój pies jednak dawał radę, a sława mojego samo-wyprowadzającego się czworonoga była tak wielka, że każdy wiedział, że Misiek jest właśnie tym „psem od Zająców”. Mój mały kompan miał jeszcze jedną dość dziwną cechę…. Mianowicie nie znosił zapachu alkoholu. I o ile omijał z daleka osiedlowych  pijaków, tak podczas naszych corocznych namiotowych pobytów nad Dunajcem, wpędził nietrzeźwego rolnika na rowerze w hektary pokrzyw sięgających po pachy. Mama wpadła do namiotu, pozamykała nas na cztery spusty, a Miśkowi kazała spieprzać gdzie pieprz rośnie… Na szczęście nietrzeźwość umysłu Pana na rowerze spowodowała, że najprawdopodobniej jego bolesne doznania fizyczne, były odczuwalne dopiero następnego dnia. Mój pierwszy czworonóg, dożył sędziwego wieku 18 lat i zmarł ze starości. Było nam wszystkim bardzo ciężko, jednak mieliśmy poczucie, że Misiek odszedł w pięknym wieku. To było moje pierwsze zetknięcie ze śmiercią przyjaciela. Trudne, bolesne, naiwne- że przecież pies zaraz wróci, bo zawsze do nas wracał. Pierwszy raz w moim domu nastała cisza- taka której się bałam. Każdy przeżył śmierć Miśka na swój sposób.

 Przez 19 lat mojego życia na osiedlu Piastów w Nowej Hucie miałam jeszcze: chomiki, kanarki (każdy miał na imię Kubuś), mewki, zeberki, rybki, kota Kleopatrę i papużki. Było tego trochę, ale w moim domu panowała jedna najważniejsza zasada: jeżeli decydujemy się na jakieś zwierzę, to opiekujemy się nim i dbamy o czystość. Rodzice byli uczuleni na punkcie odpowiedzialności i higieny, a ja? No cóż… Jako mała dziewczynka kochająca zwierzęta, sprowadzałam nawet ślimaki, mrówki i biedronki. Dokładnie tak samo jak moja Amelka, tylko że ja teraz oczywiście tego nie pamiętam :)

Pewnego słonecznego dnia wracając z kościoła, zauważyłam na drzewie kolorowego ptaka. Przykuł on moją uwagę, gdyż na nasz klimat wydawał się zbyt barwny . Kiedy podeszłam do drzewa, aby się mu bliżej przyjrzeć, okazało się, że to… Papuga falista. Pobiegłam do domu i spytałam się mamy czy mogę ją mieć? Oczywiście cwana mamuśka, zgodziła się, gdyż była pewna, że nie mam najmniejszych szans na schwytanie ptaka. Nie zastanawiając się wzięłam taty podbierak na ryby i ruszyłam na łowy. Cały dzień biegałam za tym głupim ptaszyskiem, robiąc wszystko żeby go złapać. WIedziałam, że jeżeli tego nie zrobię, to papuga nie przeżyje w naszym klimacie. Po całym dniu biegania z podbierakiem i włażeniu na drzewa w końcu opadłam z sił. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać w myślach wykrzykując niecenzuralne słowa, których nie wypadało mówić na głos 14- latce. Pomyślałam sobie; „dobra- ostatni raz”. Akurat!Tak się zaparłam, że w końcu około 21.00 jak już się ściemniło złapałam swoją upragnioną zdobycz. Gdybyście mogli zobaczyć minę mojej mamy jak przyszłam do domu z papugą…Myślałam, że padnie trupem, a jej zacne plany dotyczące rzucenia palenia nagle diabli wzięli… 

Na temat moich zwierząt i związanych z nimi przygód mogłabym napisać książkę. Patrząc jednak teraz z perspektywy czasu na moją córkę, widzę w jej oczach dokładnie tę samą miłość, którą ja miałam do wszystkich stworzeń tego świata ( no może oprócz os i szerszeni) 

Kiedy wstawałam rano ,szybko biegłam oswajać kanarki, a gdy mojej koleżance z piątego piętra urodziły się małe kotki syjamskie, to przesiadywałam u niej całymi dniami. Dzieliłyśmy całą brygadę kociątek na pół i bawiłyśmy się w popularną chyba dla wszystkich dzieci zabawę o nazwie „DOM” :) Jak tylko wracałam do domu, mama oczywiście krzyczała na mnie, że śmierdzę kocim moczem i od razu wyganiała do łazienki na porządne szorowanie. Wizyty te przepłacałam, „peelingiem” z niewyobrażalnie bolesnej gąbki w wykonaniu mojej staruszki.  Jednak opłacało się  :)

Mam wrażenie, że gdy zaczynamy wieść dorosłe życie i wchodzimy w ten często skomplikowany świat, miłość do zwierząt wycisza się. Zajęci prawdziwym i trudnym życiem ,które często nas nie rozpieszcza powoduje, że zapominamy o swojej dziecięcej naiwności i czystej miłości do zwierząt….Coraz bardziej pochłania nas praca, obowiązki, dzieci i dom. Zwierzę pod dachem staje się dla nas kłopotem. W tym wszystkim, zapominamy jednak, że przy naszym braku czasu i chęci na posiadanie małego stworzenia, odbieramy swoim dzieciom możliwość budowania niezwykłych więzi ze zwierzętami.

Kiedy Amelka miała  cztery lata, bardzo pragnęła mieć Yorka, a ja ze wszystkich sił chciałam jej marzenie spełnić. Wiedziałam, że w głębi duszy to także moje dziecięce fantazje, aby mieć pieska, który zawsze wygląda ja szczeniak. Znalazłam warszawską hodowlę Blue Bell i od razu zadzwoniłam. Miły głos Pana Marka oznajmił mi, że zostały mu jeszcze dwa małe czworonogi. Bardzo się ucieszyłam i wiedziałam, że jeden z nich będzie już niedługo nasz. Był tylko jeden problem- i miał na imię- CZAREK ;) 

Odkąd poznałam Męża, wiedziałam że zawsze będę mieć nad nim przewagę. Polega ona na jego słabości do mnie i do moich niebieskich oczu :P 

Wysłałam SMS-em zdjęcie Simby i włączyłam tzw: „tryb błagalny.” Ku mojemu zaskoczeniu dosyć szybko się zgodził, a ja nie musiałam wyciągać asa z rękawa, którym był archiwalny numer magazynu „Mój Pies” z nim na okładce. Kiedy przyjechałam do hodowli, zobaczyłam w kojcu dwa malutkie stworzonka: Snoopy i Simba. Ten drugi od razu skradł moje serce. Jako pierwszy podbiegł do mnie i zaczął psocić. Niewątpliwe dzięki imieniu, jego akcje wzrosły, diametralnie, gdyż „Król Lew” był moją ulubioną bajką z dzieciństwa :)

Przyznam szczerze, że bałam się trochę. Amelka miała 4 latka, a Antoś roczek. Czułam, że będzie na mnie ciążyła jeszcze jedna wielka odpowiedzialność: aby pieskowi o wielkości chomika nie stała się krzywda w moim domu. Oczywiście dzieci jak tylko zobaczyły Simbę, pokochały go miłością bezwarunkową. Dla mojego synka zawsze był Bimbusiem, a Amelka przećwiczyła na nim wszystkie fryzury świata. Co ciekawe moja córka porzuciła lalki i wszelkiej maści plastikowe ideały kobiet, na rzecz swojego małego Yorka, którego cały czas woziła w wózku. Simba miał jedną wielką zaletę, mianowicie był stworzeniem kompaktowym. Przy naszym trybie życia, jego „pakowność” była dla nas bardzo ważna. Kochał wszystkich, a my kochaliśmy jego. TO był York o duszy wilka. Kiedy przyjeżdżaliśmy na  naszą działkę biegał i rozrabiał z owczarkiem niemieckim  czy border collie. Simba był pieskiem bardzo karnym i grzecznym. Śmialiśmy się, że Bimbuś jest chłopakiem naszej Pani Małgosi, która jest z nami już od 4 lat, a on uwielbiał ją całym swoim psim sercem.

Nic nie zapowiadało tragedii… Pewnego dnia przed naszym wyjazdem na Warmię, Simba dostał rozwolnienia. Jak to pies, nie raz miał już takie przypadłości, więc znając już procedury podaliśmy mu Smectę. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, piesek z początku czuł się dobrze, ale z godziny na godzinę było coraz gorzej. Pojawiła się krew, która następnego dnia była już  obecna w całym domu. Wcześniej podane leki oraz zastrzyki nie pomogły… Simba był smutny, jego oczy przeszklone i jak tylko miał okazje uciekał z domu nad jezioro… Popatrzyłam załzawionymi oczami na Czarka i powiedziałam: „Nie podoba mi się to- to źle wróży…” 

Kolejne wizyty u weterynarza w Ostródzie nie pomagały. Było coraz gorzej… Kiedy dzieci pojechały  do koleżanki, Czarek siedział nad Simbą  i głaskał go delikatnie po jego główce. Pamiętam jak powiedział mi wtedy: „On odchodzi…”

 Zaczęliśmy go błagać, żeby walczył i został z nami. Za wszelką cenę prosiliśmy: „Sibma dawaj! Nie poddawaj się. Dzieci czekają żeby się z Tobą znowu pobawić.” Ten faktycznie ożywił się i podniósł głowę, kiedy usłyszał głosy wracających od sąsiada Amelki i Antosia… Szybko go spakowaliśmy i po raz kolejny jechaliśmy ponad 20 km do Ostródy, aby ktoś ponownie mógł go przebadać. Na miejscu nie było szpitala dla zwierząt, jednak Pani Doktor pracująca w przychodni dla zwierząt „Przy Młynie” mieszkała tuż nad placówką. Zaproponowała, że zostawi Simbę na noc i przez ten czas zrobi dodatkowe badania. To lekarz z prawdziwym powołaniem.

Simba nie przeżył… Zmarł następnego dnia po południu, a my w momencie zalaliśmy się łzami i nie mogliśmy w to uwierzyć…

 Dobrze pamiętam, że to była niedziela. Wszyscy płakaliśmy, a w domu zapadła przenikliwa cisza, która nadchodzi wraz z odejściem bliskiej osoby i obecnością śmierci. Poszłam do toalety i płakałam wydając z siebie głośne dźwięki żalu i rozpaczy. Tak naprawdę, to nadal nie potrafię o tym mówić spokojnie. Pisząc teraz ten tekst, łzy lecą mi jak grochy i spływają na klawiaturę …. 

Pozostało nam najgorsze. Powiedzieć o tym wszystkim dzieciom. Siedziały grzecznie na kanapie i czekały na wieści. Kiedy Czarek powiedział: „musimy Wam coś powiedzieć” Amelia już wiedziała co mamy jej do przekazania. W jej oczach pojawił się strach i niedowierzanie. Sama dokończyła zdanie, które rozpoczął Czarek… „Simba nie żyje?” zapytała z niedowierzaniem. Tak jakby wiedziała, ale miała jeszcze nadzieję, że wszystko będzie w porządku. W jednym momencie rozległ się przeraźliwy i przenikliwy krzyk… Nie jestem w stanie nawet opisać tego bólu, który był wypisany na jej twarzy. Nie ma już jej ukochanego pieska z którym dorastała. Zjadł trutkę na szczury i umierał w strasznych cierpieniach, a my robiliśmy wszystko, żeby został z nami. Amelia tydzień dochodziła do siebie, Antek na szczęście nie był do końca świadomy tego co się stało. 

Wieść o nowym piesku ukoiła jej smutne serce, bo jak tu żyć bez czworonoga w rodzinie? Jest jednak coś, co utkwi w mojej pamięci na całe życie. Mianowicie lekcja,  którą dostałam od własnego 9-letniego dziecka…Amelia była przeszczęśliwa na wieść, że w rodzinie będziemy mieli nowego pieska, jednak przyszła do mnie i powiedziała: „Mamo, bardzo się cieszę, że będę miała szczeniaczka, ale wiesz…Nikt nie zastąpi mi Simby. Był jedyny w swoim rodzaju…”

Myślałam, że nie ma ludzi i rzeczy niezastąpionych, tym bardziej w XXI wieku, kiedy wszystko jest dostępne na wyciągniecie ręki. Byłam przekonana, że w "korpo-czasach", relacje ludzkie są tak wątłe, iż zmiana partnera, partnerki czy przyjaciela przychodzi większości z niezwykłą łatwością, tak jak kupienie nowej książki czy filmu na DVD. Obserwując skomplikowany świat dorosłych, gdzieś, czasami ucieka nam fakt, że istnieją jednak takie rodzaje relacji, których nie da się niczym, ani nikim zastąpić...

Zdałam sobie sprawę z tego, że mam z nimi do czynienia w każdej sekundzie mojego życia. Los obdarzył mnie wspaniałym Mężem, cudownymi dziećmi i ukochanym pieskiem. A teraz życie  dało mi lekcję, z której wynika ,że o wyjątkowości danych osób czy sytuacji, często zdajemy sobie sprawę za późno…

O tym wszystkim najlepiej wiedzą dzieci, które w żaden sposób nie umieją wypełnić pustki po stracie wyjątkowego zwierzątka.

Edyta Pazura

Gadżety Miniaturka postu

Jestem w ciąży... I co dalej? (UWAGA! Artykuł zawiera treści feministyczne!)

Radość, niedowierzanie (to się naprawdę już wydarzyło!), milion pytań i wątpliwości w głowie... Jak się przygotować, co kupić i kiedy....

Gdyby na Olimpiadzie była dyscyplina „planowanie i organizacja“, jestem pewna, że byłaby zdominowana przez kobiety.

Jesteśmy absolutnymi Mistrzyniami świata w planowaniu i układaniu życia, począwszy od spraw najdrobniejszych, a kończąc na zarządzaniu dużymi projektami. W wielu przypadkach małę bohaterki i menedżerki codzienności pozostając w cieniu dzierżą w swoich dłoniach stery życia rodzinnego od pierwszego dzwonka budzika po ostatnią bajkę na dobranoc.

Nie ma tu miejsca na niepotrzebną skromność, powinnyśmy byc z tego dumne, mówić o tym głośno i doceniac się nawzjem.

Kobieca głowa to najbardziej zaawansowany cyber planner ogarniający w najdrobniejszych szczegółach wszystkie terminy, zajęcia, spotkania, łącząc je z niuansami emocjonalnymi swoich najbliższych, oraz doskonale opracowanymi metodami realizacji wszystkich zadań mimo piętrzących się przeszkód. Jednym słowem - MISTRZ, CYBORG, MAGIK, SUPERMAN (a nawet WOMAN)!

Aby sprostać takim wyzwaniom, nasze SUPERBOHATERKI potrzebują jednak pewnych narzędzi w postaci kalendarzy, list, notesów.

NIe może więc dziwić fakt, iż również do przygotowań wyprawkowych Kobiety podeszły metodycznie i stworzyły listy niezbędnych zakupów, przydatnych rad, informacji, czy też kontaktów do specjalistów.

Takie listy krążyły od zawsze i nadal są przekazywane w kobiecym gronie jak wiedza tajemna. Jak bardzo są ważne i przydatne, wie każda mama, która na pewnym etapie ciąży odkryła ich istnienie.

Ja sama pamiętam swoją radość i ulgę, kiedy przyjaciółka wysłała mi listę wyprawkową z praktycznymi komentarzami co, z czym i do czego oraz wskazówkami gdzie co mogę kupić. Dostałam potem drugą listę, bardzo różną od tej pierwszej i rozpoczęłam etap odwiedzania różnych sklepów, szperania i wyszukiwania w sieci oraz decydowania co będzie najlepsze i najbardziej przydatne właśnie dla mnie. Było to 7 lat temu i pamiętam, że musiałam się mocno nachodzić, aby wszystko zobaczyć, porównać i wyszukać fajne rzeczy i marki. 

Od tamtego czasu polski rynek rozwinął się niaprawdopodobnie – weszły nowe marki, produkty, zmieniła się estetyka produktów dla dzieci, a nawet wyrosły zupełnie nowe kategorie produktowe. Sama mialam w tym czasie przyjemność odkryć i wprowadzić, do Polski, a nawet zaprojektować nowe piękne i praktyczne rzeczy dla mam i maluszków.

W pewnym momencie postanowiłam stworzyć własną autorską listę wyprawkową opartą o doświadczenia moje, moich przyjaciółek, dziesiątki rozmów z rodzicami oraz doświadczenie na rynku produktów dziecięcych. Wybierając produkty i marki starałam się, aby spełniały 3 ważne kryteria - jakość, funkcjonalność oraz design. To ostatnie to oczywiście sprawa bardzo indywidualna, ale to w końcu autorska lista, więc musiała być trochę subiektywna i ‚w moim stylu’ :) 

To co istotne i niesubiektywne to podział listy na przejrzyste kategorie, np. ‚spacer i podróż’, ‚sen i wypoczynek’, czy też „kąpiel i pielęgnacja’. Dzięki temu lista może być wygodnym przewodnikiem zakupowym i pomaga podzielić przygotowania na kilka tematycznych etapów.

W ten oto sposób rodzice oczekujący dziecka z przejrzystą broszurką w ręku mogą właściwie w jednym miejscu skompletować całą wyprawkę wraz z wózkiem, a nawet zaprojektować pokój dla dziecka, otrzymując przy tej okazji wiele dodatkowych cenných informacji i porad.

Okazało się, że nie tylko Mamy uwielbiają taki uporządkowany i zaplanowany sposób Wielkich Przygotowań, ale przede wszystkim Przyszli Ojcowie z radością przyjmują informację, iż nie muszą uczestniczyć w maratonie wyprawkowym i biegać od sklepu do sklepu. Listę Wyprawkową traktują chyba trochę jak instrukcję obsługi projektu „Maluszek“, a przecież tak bardzo jak Kobiety kochają planowanie i kalendarze, tak bardzo Mężczyźni czują sie komfortowo z instrukcją obsługi w ręce. 

I... cała Rodzina szczęśliwa! ;-)

W kolejnych artykułach przyjrzymy się po kolei poszczególnym kategoriom Listy Wyprawkowej, rozpoczynając od gadżetów wspierających karmienie oraz kategorii wózkowo-fotelikowej...

Ewelina Gawlik – mama Nadii, projektantka wnętrz i specjalista w dziedzinie marketingu.Jako właścicielka Muppetshop, znanego i lubianego butiku z tzw. „lifestyle’m rodzinnym“, od lat wyznacza trendy na rynku dziecięcym, tworzy i wprowadza na rynek innowacyjne produkty dla rodziców i dzieci oraz kompleksowo doradza rodzicom oczekującym dziecka w wyborze wyprawki.Bliska jest jej teoria Marii Montessori, wierzy, że kompetentne i szczęśliwe dziecko wyrasta na szczęśliwego dorosłego człowieka.Kocha podróże, design i dobrą kuchnię. Na łamach Maybe Baby dzieli się z czytelnikami informacjami o ciekawych i przydatnych produktach dla dzieci oraz projektowaniu wnętrz dla dzieci.

Z pamiętnika Miniaturka postu

Mordercy inicjatyw. Czyli krytykować każdy może...

Nie musiałam długo czekać… Ku mojemu zdziwieniu jak narazie mój monitoring mediów wykazał tylko jeden artykuł Pani Pauliny Sochy Jakubowskiej- dziennikarki, blogerki, mamy 1,5 rocznego dziecka z wp.pl, która pozwoliła sobie na swój sposób skrytykować moją osobę i przy okazji,  jak to nazwała „infantylny” język w moim tekście, który dotyczył Światowego Tygodnia Karmienia Piersią . Jej zacny, pełen „inteligencji” oraz mądrych rad artykuł w sposób przewidywalny zbawia świat, niestety tylko słowami, a nie czynami. Oczywiście oberwało się także Lewandowskiej, Kukulskiej, Żebrowskiej, Sołtysik i Bohosiewicz i innymi influencerkom oraz blogerkom, które postanawiają coś ze sobą zrobić i pokazać że karmienie piersią jest OK.

Pani przenikliwie zbadała mój tekst oraz język w jakim pisze, po czym doszła do dokładnie tych samych wniosków, o których ja pisałam w moich wspomnieniach dotyczących karmienia piersią… Nie wnikam czy nie umie czytać ze zrozumieniem, czy mój infantylny język zabił jej inteligencje… Może zaznała słynnej pomroczności jasnej?- jej sprawa. Jednak jak mniemam, Pani Paulina- dziennikarka, blogerka, mama 1,5 rocznego dziecka- osoba inteligentna, nie wyciągnęła jasnych (jakby się wydawało) wniosków z moich słów, więc następnym razem na specjalne życzenie Pani Pauliny, będę pisać wprost- poważnie i obiecuje już, że nie infantylnie .

Rzecz jasna Pani Paulina swoim dziennikarskim i jakże poważnym stylem, pisząc kolokwialnie, lecz nie infantylnie- opier…. wszystkie blogerki paretingowe i inne wpływowe kobiety, że wywalają publicznie swoje cycki i pokazują przemoczone od mleka koszulki w zamian za pokazanie markowego laktatora czy sowitego wynagrodzenia. Oczywiście Pani Paulinie- dziennikarce, blogerce, matce- leży na sercu dobro wszystkich kobiet karmiących i apeluje do innych wpływowych kobiet, aby te nie pokazywały gołych cycków tylko poprosiły lekarzy ginekologów, położników aby Ci, zaczęli pomagać świeżym matkom w szpitalach po porodach w laktacyjnej przygodzie. Czyli co? A no to, że Pani Paulina- blogerka, dziennikarka, matka 1,5 rocznego dziecka, zastosowała klasyczny „ podliz ” swoim czytelniczkom, aby pokazać jakie te celebrytki są głupie i infantylne, a ona przecież taka poważna z jeszcze bardziej poważnymi pomysłami, które mają zmienić naszą Polskę na lepsze. Z niecierpilowością zatem czekam, aż Pani Paulina- blogerka, dziennikarka, bierze pod pachę swoje 1,5 roczne dziecko i rusza na podbój polskich szpitali w celu edukowania położników i doradców laktacyjnych. Naprawdę, bardzo chcę to zobaczyć…

Moja przyjaciółka, która jest psychologiem, twierdzi, że jeżeli człowiek coś uzewnętrznia, to najprawdopodniej tego bardzo pragnie. Mam więc nadzieję, że tym razem, mój mniej infantylny język trafi w patetyczny styl Pani Pauliny - a ona sama zyska popularność i upragniony darmowy laktator. Jeżeli jednak tak by się nie stało, z chęcią oddam mój laktator Medeli- który kupiłam za pieniądze mojego bogatego Męża, a nie dostałam w zamian za pokazanie gołego cyca na Instagramie.  

Dlaczego co wszystko piszę? Bo krytyka Pani Pauliny- blogerki, dziennikarki, matki 1,5 rocznego dziecka trafiła w sam środek mojego miękkiego serca? No akurat niestety nie… Po pierwsze jeżeli o to chodzi, to serce mam z kamienia, a po drugie częstotliwość krytyki mierząca w moją stronę jest tak regularna, że z powodzeniem, mając już tę swoją, stałą częstotliwość mogłabym założyć własne radio… Piszę o tym wszystkim, bo pamiętam moment, kiedy powiedziałam koleżance, że zakładam swój blog. Ona spojrzała na mnie wymownie i powiedziała: „ No to masz przeje…ne, matka- matce największym wrogiem” Oczywiście, wtedy byłam zbyt podniecona faktem, że pomiędzy, karmieniem, graniem w UNO, Dixit i 5 sekund, ogarnianiem spraw Czara, sprawdzaniem lekcji, tłumaczeniem kalendarza i mnożenia, czytaniem lektur, peklowaniem słoiczków na zimę i znowu opierdzielaniem Czara oraz rozliczaniem podatku każdego 20 dnia miesiąca- będę jeszcze miała swój ukochany blog osobisty. Koleżance po fachu nie wierzyłam… Jak widać, okazało się, że miała rację…

Smutny wniosek z tego taki, że podczas Światowego Tygodnia Karmienia Piersią żadna zacna dziennikarka, blogerka, znawczyni języka polskiego, jak Pani Paulina, nie zadzwoniła do mnie z pomysłem abyśmy zrobiły krok dalej i np założyły fundacje, czy zorganizowały akcje, która miałaby pomóc kobietom po urodzeniu dziecka oswoić się z laktacją. Chętnie bym się zgodziła. Pewnie tak samo jak i koleżanki wywołane do tablicy w tekście Pani dziennikarki, blogerki. 

Dzięki Pani Paulinie wiem, że jesteśmy mordercami każdej inicjatywy, zanim jeszcze w ogóle takowa powstanie. Nawet jeżeli, ktoś ma pomysł na zrobienie kroku do przodu, to zapewne zadaje sobie pytanie: „Po co? Przecież i tak zostanie to skrytykowane…” 

Przy okazji jednak włożę kij w mrowisko i poproszę Panią Paulinę, aby jej pracodawca czyli Wirtualna Polska , trzymał się tych samych opinii ,gdyż jeszcze parę dni temu chwalono wszystkie te „sławne” kobiety, które promują karmienie piersią wraz z moim zdjęciem w tle. Po drugie Pani Paulino, proszę przekazać, aby koleżanki redakcyjne z wp.pl nie dzwoniły do mnie i nie pisały maili prosząc o wywiad, nawijając mi watę na uszy, o tym jaką jestem przykładną i wspaniałą matką. Śmierdzi hipokryzją… a Ja? Ani przykładna, ani wspaniała tylko infantylna z pseudointeligentnymi tekstami (jak ostatnio też o sobie przeczytałam)  

Krytykować każdy może… Z niecierpliwością zatem czekam, aż znajdzie się kolejna osoba po maturze, która w ferworze swojej wspaniałości skrytykuje mój język oraz styl :) 

Na koniec jednak coś pozytywnego od Cioci Edytki :) Nadal wierzę w kobiety…:)

O AUTORCE

Z wykształcenia jestem marketingowcem. Ukończyłam studia magisterskie z zarządzania i doradztwa gospodarczego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Póżniej dodatkowo kształciłam się na Akademii Leona Koźmińskiego, kończąc między innymi studia z obszaru zarządzania w sektorze medialnym. Mam wiele pasji: kocham gotować i fotografować. Po tym jak sama zaaranżowałam swój dom, moim wielkim zamiłowaniem stało się projektowanie wnętrz.
Czytaj więcej..

#Mój instagram
Kontakt:
imaybebaby@imaybebaby.com
Liczba odwiedzin
117804